<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Fraglesowe widzenie świata &#187; fraglesi</title>
	<atom:link href="http://fraglesi.eu/author/fraglesi/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://fraglesi.eu</link>
	<description>wersja 3.0</description>
	<lastBuildDate>Mon, 30 Jan 2012 20:14:14 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Marzenie życia</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2012 20:14:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2007</guid>
		<description><![CDATA[Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył w mieście Wrocławiu mały chłopiec, któremu na imię było Wojtek, i który bynajmniej nie chciał zostać strażakiem a marynarzem. Chłopiec ów, którego doskonale znam, bo nadal gdzieś tam we mnie tkwi, pewnego dnia został namówiony przez kuzyna Andrzeja na wstąpienie do harcerstwa wodnego tzw. Wodniaków. I tak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F30%2Fmarzenie-zycia%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/1341325_49540820.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/1341325_49540820.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-2008" title="1341325_49540820" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/1341325_49540820.jpg" alt="" width="640" height="356" /></a></p>
<p>Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył w mieście Wrocławiu mały chłopiec, któremu na imię było Wojtek, i który bynajmniej nie chciał zostać strażakiem a marynarzem.</p>
<p><span id="more-2007"></span>Chłopiec ów, którego doskonale znam, bo nadal gdzieś tam we mnie tkwi, pewnego dnia został namówiony przez kuzyna Andrzeja na wstąpienie do harcerstwa wodnego tzw. Wodniaków. I tak zrobił pierwszy krok w kierunku stania się człowiekiem morza. Dumny jak paw paradował po podwórku w ciemnogranatowym mundurku z dużym kołnierzem, a kumple pękali z zazdrości.</p>
<p>Pierwsze czego nauczył się, to że nie należy dać się wysłać do bosmana z wiadrem po kilwater. Jak ktoś nie wie co to jest ów kilwater to niech spyta wujka Gogla. Opanował też halsowanie pod wiatr maczkiem i wiązania fikuśnych supełków.</p>
<p>Chłopiec był nawet raz na obozie żeglarskim, gdzie oprócz nauk Neptunowych, nauczył się doskonale obierać ziemniaki, oraz tego, że przenigdy nie wolno smarować mydłem tropiku od namiotu. Tam też posmakował pierwszego papierosa i zdobył kartę pływacką.</p>
<p>Niestety los rzucił potem młodzika do Afryki, a tam jak wiemy z lekcji geografii, więcej jest piasku niż wód stojących. Po powrocie na ojczyzny łono, młodzieńcem będąc już, parę razy zetknął się z wodą z poziomu kajaka lub dmuchanego materaca. Marzenia póki co odłożone były na półkę, bo pierwej trzeba było postawić dom, posadzić drzewa i spłodzić syna.</p>
<p>Wojtkowi stuknął krzyżyk czwarty i pomyślał, że to już jest z górki, i jeśli ma zrealizować życiowe marzenie, to pora najwyższa się za to brać. Wymyślił sobie więc któregoś zimowego wieczora, że opłynie kulę ziemską na własnej łajbie. Pomysł cokolwiek wariacki ale takie pomysły dodają skrzydeł. Ktoś mądry powiedział, że wszystko co jesteś w stanie sobie wyobrazić, możesz zrealizować.</p>
<p>Dzisiaj Wojtek zrobił pierwszy krok w kierunku realizacji życiowego marzenia – kupił podręcznik „Sternik Motorowodny”. Następnym będzie kurs, zapewne tego lata. A za lat parę łajba z mahoniu.</p>
<p>ps. A jakie twoje życiowe marzenie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sałata do woli</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/29/salata-do-woli/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/29/salata-do-woli/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 19:45:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mocne postanowienie poprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2004</guid>
		<description><![CDATA[W zeszłą środę minęły dwa tygodnie odkąd jestem na głodzie. Trzymam się dzielnie, mimo że rodzina stara się wszelkimi sposobami odegrać za minione lata, kiedy wyżerałem co się tylko nawinęło pod rękę, a nie miało nóżek, aby uciec w porę, albo zębów żeby się obronić. Kabanosy, szynki, kiełbasy, sery wszelakie, czekolady, ciasteczka, orzeszki &#8211; wszystko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F29%2Fsalata-do-woli%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/SalataDoWoli.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/SalataDoWoli.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-2005" title="SalataDoWoli" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/SalataDoWoli.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a></p>
<p>W zeszłą środę minęły dwa tygodnie odkąd jestem na głodzie. Trzymam się dzielnie, mimo że rodzina stara się wszelkimi sposobami odegrać za minione lata, kiedy wyżerałem co się tylko nawinęło pod rękę, a nie miało nóżek, aby uciec w porę, albo zębów żeby się obronić.</p>
<p><span id="more-2004"></span>Kabanosy, szynki, kiełbasy, sery wszelakie, czekolady, ciasteczka, orzeszki &#8211; wszystko znikało jak surówka w piecu hutniczym. &#8211; Kto mi zżarł wszystkie kabanosy? &#8211; zawodził syn. &#8211; Kto zjadł surowe mięso, które miało być na kotlety mielone? – krzyczała żona, nie dając sobie wytłumaczyć, że to wcale nie ja, który jak wiadomo jest wielkim miłośnikiem tatara, tylko zapewne kot Roman.</p>
<p>Teraz z premedytacją podsuwają mi pod nos wszystko co zakazane. Kładą na samym wierzchu w lodówce, tak abym musiał brać te wiktuały do ręki, sięgając po składniki moich postnych potraw. Dzisiaj wieczorem w porze kolacyjnej syn wraz z kolegą zamówili ogromne (Boże jak one cudownie pachniały!) pizze i pałaszowali je żarłocznie na moich oczach. O tempora, o mores!</p>
<p>Na śniadanie jem mniej wędliny niż kot Roman. Ja mam prawo do 2 plasterków, on pożera trzeci, a następnie patrząc bezczelnie mi w oczy, wydziera się o czwarty. Jedynie Pies Mila zachowuje się w stosunku do mnie fair, choć chyba trochę się na mnie boczy, że nie rzucam jej już parówek, które spożywałem w ilości 10kg dziennie. O pyszne paróweczki keczupkiem polane, z chrzanikiem, o jak ja bym&#8230; STOP!</p>
<p>Na obiad jem przeważnie 50 gram ryżu, czyli tyle ile przewiduje norma żywieniowa w chińskim więzieniu. Tylko że ja jestem 4 razy większy niż przeciętny chińczyk. Do tego 200 gram mięsa drobiowego, czarny chleb, czarna kawa (bez cukru). Nie dziwota, że między posiłkami nawiedzają zwidy głodowe.</p>
<p>Najgorzej było w Dzień Babci. Leżałem wycieńczony głodem, tuż po obiedzie i napadła mnie okrutna chęć na kawałek czekolady z orzechami. Wiedziałem, że w szafce, pięć metrów ode mnie, ostała się po świętach tabliczka. Już po chwili pokój wypełnił zapach czekolady, a po podłodze zaczęły maszerować całe legiony tabliczek i śpiewać „My pierwsza brygada, czekoladowa gromada, Na stos! Rzuciliśmy swój życia los, na stos, na stos!”</p>
<p>Walczyłem jak lew. Wstałem, otworzyłem szafkę, wziąłem do ręki, odłożyłem, wróciłem na kanapę, wstałem, otworzyłem szafkę&#8230; i tak przez bite dwie godziny. Zadzwoniłem do Mamy. Pożaliłem się jej. &#8211; A my właśnie jemy z Tatą pyszne ciasto – odpowiedziała. &#8211; Skoro masz taką ochotę na tą czekoladę, to zjedz kawałek synku, dzisiaj moje święto, wolno ci, poza tym gorzka jest zdrowa – dodała. &#8211; No nie pomagasz mi! – jęknąłem.</p>
<p>Nie zniosłem tych tortur, już wkładałem kawałek do ust, kiedy resztką silnej woli zmusiłem się do pójścia do kuchni i zważenia. 55 gram = 315 Kcal. Tyle co jeden mój posiłek. Jakby ktoś wylał wiadro zimnej wody na mą rozpaloną głowę. Odparłem atak. Obiecałem sobie, że jeśli uda mi się po 2 tygodniach stracić minimum 4kg to zjem te 50 gram. Jako nagrodę!</p>
<p>W środę długo kombinowałem jak zbić wagę. Nie przyjmowałem płynów. Przesiadywałem tam gdzie król chodzi piechotą, a że ciało się zaparło, myślałem o lewatywie. Rozważyłem też ścięcie włosów, to circa 100gram. Pomyślałem, że nie założę bielizny, ale w porę się opamiętałem, bo głupio by było gdyby przypadkiem, podczas ważenia, opadły mi spodnie. W ostateczności rozważałem możliwość upuszczenia krwi. Z litr, zawsze to kilogram.</p>
<p>Punktualnie 14.30 stawiłem się u mego oprawcy. Zapytał jak wrażenia, czy nic nie boli, czy stolec aby normalny, i takie tam. Po czym zaprosił na wagę towarową. Waga jęknęła, pomruczała i wypluwała kwit towarowy. &#8211; No tak, cztery kilo obywatela mniej – zażartował dietetyk. &#8211; Choć też widzę mniej wody&#8230;. &#8211; No cóż fortel się wydał <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':-(' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Jedyne co mi wolno jeść w dowolnej ilości to sałata. Zaczynają mi rosnąć uszy jak u królika. Ale dam radę. Jeszcze 46 kilo do spalenia. Niech no tylko zima puści, zacznę ganiać do lasu. Włączę turbo.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/29/salata-do-woli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Don Pedro z krainy ACTA</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/26/don-pedro-z-krainy-acta/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/26/don-pedro-z-krainy-acta/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 12:59:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2001</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F26%2Fdon-pedro-z-krainy-acta%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_6431.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_6431.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-2002" title="W" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_6431.jpg" alt="" width="643" height="504" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/26/don-pedro-z-krainy-acta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O głodzie i chłodzie</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/14/o-glodzie-i-chlodzie/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/14/o-glodzie-i-chlodzie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Jan 2012 17:12:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mocne postanowienie poprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1998</guid>
		<description><![CDATA[Oj niedobrze, niedobrze, ciężki czas mi nastał, i to na własne życzenie, a na dodatek za własne (ciężko zarobione) pieniądze. Ci co mnie znają w realu, wiedzą, że kawał ze mnie chłopa. Pomyśleć, że lat temu dwadzieścia, na studiach, byłem piękny i młody. Niestety teraz tylko „i” pozostało. W sierpniu 2009 roku postanowiłem ostro zabrać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F14%2Fo-glodzie-i-chlodzie%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><strong><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_643.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_643.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1999" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/0_643.jpg" alt="" width="643" height="482" /></a></strong></p>
<p>Oj niedobrze, niedobrze, ciężki czas mi nastał, i to na własne życzenie, a na dodatek za własne (ciężko zarobione) pieniądze. Ci co mnie znają w realu, wiedzą, że kawał ze mnie chłopa. Pomyśleć, że lat temu dwadzieścia, na studiach, byłem piękny i młody. Niestety teraz tylko „i” pozostało.</p>
<p><span id="more-1998"></span>W sierpniu 2009 roku postanowiłem ostro zabrać się za siebie. Pora była najwyższa, bo jedną wagę łazienkową zepsułem, a druga (do 180kg) wyświetlała „Error”. Nie ma co ściemniać, myślę, że udało mi się wtedy dobić prawie do 200kg.</p>
<p>W wyniku szeroko zakrojonej akcji „Mocne postanowienie poprawy” na którą składały się coraz dłuższe marsze z kijami po okolicznych lasach (tzw. partyzantka leśna) oraz amatorska dieta eksperymentalna, straciłem w ciągu trzech miesięcy ponad dziesięć kilo, a na wadze pojawiło się nieśmiałe „183”.</p>
<p>Niestety przyszła sroga zima, nie sposób było maszerować w śniegu po pachy, dietę też szlag trafił, i znowu stałem się Errorem. Niezrażony ruszyłem ostro do działania na wiosnę, i do końca 2010 roku udało mi się zejść do 153 kg. I zaatakowało JoJo <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':-(' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Rok 2011 pod względem walki z sadłem mogę spisać na straty. Na kije ganiałem sporadycznie, jadłem co popadnie, a nawet tego czego w żadnym razie nie powinienem jeść. Wagę omijałem dużym łukiem. Mam wytłumaczenie? Że kryzys? Że ciężka siedząca praca? że&#8230;. Pierdu pierdu, nie ma wytłumaczenia. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.</p>
<p>Opamiętanie przyszło w sylwestra gdy chciałem się wbić w komunijny garnitur. To znaczy taki, który uszyłem sobie na pierwszą komunię syna w 2004 roku. Rok temu wisiał na mnie jak po starszym bracie, wirując na parkiecie niczym derwisz, musiałem podtrzymywać jedną ręką spodnie. Niestety wdzianko stało się z powrotem ciasne, koszmarnie ciasne.</p>
<p>Zdołowałem. Przez pół wieczoru usiłowałem wraz z kumplem, któremu też przybyło z nieznanego powodu 6kg od jesieni, znaleźć przyczynę wzrostu wagi. Udowadniałem, że widocznie koło planety Ziemia zaparkował niewidzialny dla nas statek kosmitów. Przylecieli zrobić, zapowiadany na grudzień 2012 roku przez Majów, bilans zamknięcia czyli sąd ostateczny.</p>
<p>Stojąc wyżej w rozwoju już dawno wynaleźli sposób na czynienie przedmiotów niewidzialnymi, niestety grawitacji nie da się oszukać, i stąd ten nagły wzrost ciężaru. Skrócenie pasków od spodni można wyjaśnić zakrzywieniem czasoprzestrzeni, spowodowanym przez obiekt o bardzo dużej masie. Uspokojeni laliśmy w siebie zacną whiskey szklankami, co niestety źle się skończyło, bo tuż po północy straciłem łączność z realem, zostałem wylogowany na 2 godziny.</p>
<p>Parę dni później małżonka oznajmiła mi, że umówiła mnie z dietetykiem na środę. Jezu miłosierny! Wzięła na serio mój tekst, który nieopatrznie rzuciłem po paru próbach zapięcia tych super ciasnych spodni, że idę do dietetyka. Przecież ja żartowałem! Ż-A-R-T-O-W-A-Ł-E-M!</p>
<p>Przed wizytą objadłem się czym się tylko dało. Tak aby zwiększyć masę do monstrualnej, w końcu czekało mnie pierwsze ważenie. Gdybym miał to bym włożył w kieszenie ciężarki z ołowiu, takie jak mają nurkowie, albo dwa akumulatory, albo co najmniej hantle.</p>
<p>Pan dietetyk wypytał mnie o wszystko. Co jem, jak jem, kiedy jem, ile razy dziennie oddaje stolec i jaki, i takie tam. Kazał udać się do wampirów i zbadać krew, a następnie zaprosił na specjalistyczną wagę towarową. Poprosił aby zdjął skarpetki a w ręce chwycił metalowe elektrody.<br />
- Nie kopnie? &#8211; spytałem zatroskany, choć z prądem mam do czynienia od kołyski.</p>
<p>Maszyna pobuczała, przez ciało me obłe przeleciało stado mrówek, i wypluła paragon. Bardzo długi paragon a na jego końcu widniała złowroga liczba 169,5. To chyba w funtach było? Pan dietetyk paragon obejrzał, z troską pokiwał głową i wygłosił dłuższe kazanie, którego nie będę przytaczać, podczas którego nieco się rumieniłem.</p>
<p>Maszyna określiła moja wagę docelową na 110-120 kg. Zatem mam do spalenia 49 kg. Mistrz od pokarmów powiedział, że zajmie to około roku. W myślach szybko przemnożyłem koszt wizyt przez 12 miesięcy i wyszła jakaś astronomiczna kwota. Mój wewnętrzny kalkulator wyświetlił „Error” <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Postanowiłem więc zrealizować plan najpóźniej do jesieni, tak aby jak nadejdzie ten zapowiadany koniec świata być z powrotem pięknym i młodym, bo może podstarzałych tuczników na podkład nie biorą?</p>
<p>A dlaczego „&#8230;. o chłodzie” w tytule? Abo zima w końcu przyszła i zrobiło się biało. Koniec świata, kochani, koniec świata!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/14/o-glodzie-i-chlodzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kindelek</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/28/kindelek/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/28/kindelek/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Dec 2011 19:48:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1993</guid>
		<description><![CDATA[No dobra, pękłem. Napisałem list do św. Mikołaja, a że byłem grzeczny, to zamiast rózgi położył mi pod choinkę, małego nowiutkiego kindelka. Wiem. Jakiś czasu temu napisałem: „Pomimo że straszliwy ze mnie technokrata, w czytelnictwie jestem tradycjonalistą. Stanowczo wolę papier. Swego czasu pożyczyłem od sąsiada e-readera i próbowałem coś przeczytać. Odpadłem bo dziesięciu minutach.” Naszła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F28%2Fkindelek%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/Kundelek.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/Kundelek.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1994" title="Kundelek" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/Kundelek.jpg" alt="" width="643" height="432" /></a></p>
<p>No dobra, pękłem. Napisałem list do św. Mikołaja, a że byłem grzeczny, to zamiast rózgi położył mi pod choinkę, małego nowiutkiego kindelka.</p>
<p><span id="more-1993"></span>Wiem. Jakiś czasu temu napisałem:<em> „Pomimo że straszliwy ze mnie technokrata, w czytelnictwie jestem tradycjonalistą. Stanowczo wolę papier. Swego czasu pożyczyłem od sąsiada e-readera i próbowałem coś przeczytać. Odpadłem bo dziesięciu minutach.”</em></p>
<p>Naszła mnie jednak ochota połknąć jeszcze raz książkę, którą czytałem lat temu dziesięć, a ponieważ w handlu dawno jej już nie ma, skoczyłem do antykwariatu z sympatycznym gryzoniem w logo, gdzie dobrzy ludzie chomikują różne pliczki.</p>
<p>Książkę musiałem trochę przeformatować, zmniejszyć czcionkę, i wrzuciłem ją na moją wiekową drukarenkę. Pluła papierem i pluła, ryzę prawie pożarła, koniec końców trzymałem w rękąch pachnący świeżym tonerkiem, plik ponad 300 kartek.</p>
<p>Zszyć za bardzo się tego nie da. Chyba żebym dwoma gwoździami do przyciętej deski przybił. Męczyłem się więc okrutnie, kartki przekładając, pilnując żeby się nie wymieszały (bo durny numerów stron zapomniałem wydrukować) ani z tym do wanny iść, albo przyjąć ulubioną pozycję horyzontalną.</p>
<p>W międzyczasie przeczytałem, że jest nowa wersja kindelka, czwórka. Kosztuje mniej niż 500 złotych, ma obraz znacznie bardziej wyrazisty i biały, i jest w ogóle och och ach ach. Jako, że Mikołaj zbliżał się wielkimi krokami, list więc napisałem, i mam.</p>
<p>Przeczytałem już na nim jedną książkę i przyznam, że jest super. Lekki, wygodny, ekran jest przy dobrym świetle bardzo biały i kontrastowy, strony przerzuca migusiem. Wielkość ekranu (6 cali) zupełnie nie przeszkadza. Szybko można się przyzwyczaić. Mieści się w kieszeni. Gdybym chciał tą samą ilość książek co do niego wepchnąłem mieć ze sobą, musiałbym taki wózek jak złomiarze posiadać.</p>
<p>Szkoda tylko, że nie ma ekranu dotykowego. Od paru dni bawię się bowiem innym gadżetem (Samsung Galaxy S) i bardzo mi się wodzenie paluchem po ekranie podoba. Ale o tym może następnym razem.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/28/kindelek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyznania cichego bloga</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/21/wyznania-cichego-bloga/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/21/wyznania-cichego-bloga/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Dec 2011 18:17:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1989</guid>
		<description><![CDATA[Jestem sobie cichy blog, spokojny blog, znam się z wami nie od dziś. Dzień ściga się z dniem, noc następuje po nocy, a u mnie cisza jak makiem zasiał. Oj niedobry mój pan, zły pan, zapomniał o mnie, porzucił. Co tam, sam nie jestem, zagląda do mnie co jakiś czas gość zbłąkany. Zwykle o szambo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F21%2Fwyznania-cichego-bloga%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/mary-and-max-electroshock-therapy1.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/mary-and-max-electroshock-therapy1.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1991" title="mary-and-max-electroshock-therapy1" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/mary-and-max-electroshock-therapy1.jpg" alt="" width="643" height="429" /></a></p>
<p>Jestem sobie cichy blog, spokojny blog, znam się z wami nie od dziś. Dzień ściga się z dniem, noc następuje po nocy, a u mnie cisza jak makiem zasiał. Oj niedobry mój pan, zły pan, zapomniał o mnie, porzucił.</p>
<p><span id="more-1989"></span>Co tam, sam nie jestem, zagląda do mnie co jakiś czas gość zbłąkany. Zwykle o szambo pyta, albo o pismo gotyckie, pędzenie bimbru, czy burdele w Monachium. Zbłądzi też żaczek, któremu wredny belfer wyprawkę na temat „W pustyni i w puszczy” zadał. Czasem pająk guglasty wpadnie, krzycząc już od progu: zmiany som? Ni ma? Eeee.. to spadufa.</p>
<p>Pan zaś, którego Fraglesim zwą, pewnikiem zapowiedzi premiera o wilczych oczach się przeraził, że harować ma do 67 roku życia (nota bene lubi cyfrę 67 bo to jego rocznik) i zamknął się w sobie. Nie powiem, zagląda codziennie rano. Dzisiaj na przykład trochę po czwartej. Wciska mnie w zakładkę ognistolisiastą, patrzy siorbiąc kawę czarną jak noc za oknem i wzdycha. O Boże miłosierny jak on ciężko wzdycha! Okrutnie mi go żal!</p>
<p>Czasem nawet bierze się za pisanie. Palcami śmiga po klawiszach, zacne zdania składa, myśli w bity przekuwa, sejw zapobiegawczo wciska, ale już po chwili to mejl go oderwie, to tłyter krzykliwy, czy ten najgorszy pożeracz czasu, niebiesko białe dziecię Cukrzanogórskiego (niem. Zuckerberg)</p>
<p>Oderwany nie wróci do pisania. Za pracę się zabiera, obiecując, że popołudniu napisze coś na mur i beton. Obiecanki cacanki, a mnie głupiemu blogaskowi radość. Po szesnastej pan warzywo przypomina, albo jak kto woli Jacka Nicholsona w locie nad kukułczym gniazdem, po elektrowstrząsach. Włos ma rozwiany, oczodoły puste, gałki czerwone pod biurko się potoczyły, ślinę toczy.</p>
<p>Cóż, sam się chyba zacznę pisać, tak jak same potrafią się zmyślać historię i sam się rozgryza orzech. A może to tylko taki czas? Czas ciemności, ani to zima, ani jesień. Przyjdzie dzień radosny, słońce mocniej przygrzeje, minutek zacznie przybywać na barani skok i zmartwychwstanę??</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/21/wyznania-cichego-bloga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Gdyby nie to chore państwo, parlibyśmy do przodu jak Chiny&#8221;</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/14/gdyby-nie-to-chore-panstwo-parlibysmy-do-przodu-jak-chiny/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/14/gdyby-nie-to-chore-panstwo-parlibysmy-do-przodu-jak-chiny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Dec 2011 06:27:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1968</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F14%2Fgdyby-nie-to-chore-panstwo-parlibysmy-do-przodu-jak-chiny%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi20111214.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi20111214.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1969" title="fraglesi20111214" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi20111214.jpg" alt="" width="643" height="857" /></a></p>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi201112141.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi201112141.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1971" title="fraglesi20111214" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/fraglesi201112141.jpg" alt="" width="643" height="973" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/14/gdyby-nie-to-chore-panstwo-parlibysmy-do-przodu-jak-chiny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie lubię poniedziałków</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 18:21:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1965</guid>
		<description><![CDATA[Ten tekst piszę we wtorek. Nie byłem w stanie napisać go wczoraj. Poniedziałki są dla mnie koszmarnym dniem. Nie cierpię ich, choć kiedyś było zupełnie inaczej. Budzik (w tej roli komórka) rozdarł się punktualnie o szóstej. Ponieważ siedziałem w tym momencie w X-wingu (myśliwcu Luca Skywalkera) i za trzy sekundy miałem nacisnąć spust, aby rozpierniczyć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F13%2Fnie-lubie-poniedzialkow%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/0_643.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/0_643.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1966" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/0_643.jpg" alt="" width="643" height="430" /></a></p>
<p>Ten tekst piszę we wtorek. Nie byłem w stanie napisać go wczoraj. Poniedziałki są dla mnie koszmarnym dniem. Nie cierpię ich, choć kiedyś było zupełnie inaczej.</p>
<p><span id="more-1965"></span>Budzik (w tej roli komórka) rozdarł się punktualnie o szóstej. Ponieważ siedziałem w tym momencie w X-wingu (myśliwcu Luca Skywalkera) i za trzy sekundy miałem nacisnąć spust, aby rozpierniczyć w drobny mak demoniczną Gwiazdę Śmierci, odruchowo wcisnąłem „drzemka”.</p>
<p>Po sekundzie budzik rozdarł się ponownie. Wkurzony, pomyliłem się i nacisnąłem na „katapultuj”. Wyfrunąłem z X-winga i ze snu. Gwiazda Śmierci ocalała. Zniszczę ją następnej nocy. O ile nie będę musiał ganiać jakiś Amazonek w Amazonii.</p>
<p>Leżałem w ciemnościach krojonych światłami samochodów i coś mi się nie zgadzało. Wychodziło na to, że 1 sekunda snu to 600 sekund na jawie. Zawsze myślałem, że jest na odwrót. Następnym razem wezmę niebieskie pigułki zamiast czerwonych.</p>
<p>Nie skłamie, że wyskoczyłem z łóżka jak sprężynka. Tak było jak miałem osiemnaście lat. Stękając i przeklinając w myślach praprzodka, który wypełzł na ląd, rozmasowałem obolałe plecy. Ubrałem się i podreptałem do kuchni. Sięgam ci ja po puszkę z narkotykiem a tam PUSTO!!!!!</p>
<p>Wydrapałem dno. Starczyłoby zaledwie dla krasnoludka i to takiego mniejszego.<br />
- Kawy? &#8211; spytałem kota Romana. Spojrzał na mnie cokolwiek dziwnie.<br />
- Mleka dawaj! &#8211; zawarczał po kociemu. Wlałem mu jego biały narkotyk.</p>
<p>Przypomniałem sobie, że na szczęście w żółwiku mam schowaną na czarną godzinę paczkę. Wyszedłem w ciemność nocy polarnej. Obszczekał mnie pies sąsiadów, który szczeka na wszystko co się rusza i jest poza płotem, nawet swoich właścicieli. Bo jak mówi sąsiad, ma bardzo prosty software (if out then szczekaj) i za cholerę nie można mu go zmienić. Oblał wszystkie kursy tresury.</p>
<p>Z nosem wetkniętym w parujący garnek z kawą, usiadłem przed komputerem i zacząłem 5401 dzień mojej kariery zawodowej. Przede mną jeszcze drugie tyle, albo i trzecie. Zapracuje wtedy na emeryturę w wysokości 750 zł, co będzie równowartością (inflacja!) 31 bochenków chleba. Z głodu nie umrę.</p>
<p>Wykonałem kilka telefonów, wysłałem kilkanaście mejli, dostałem parę setek, z czego większość była zapytaniem czy chce coś kupić (np. wyroby stalowe) albo informacją, że odtąd będę dostawał newslettera, z którego nie ma możliwości wypisania się. Sam nie wiem kiedy zrobiła się piętnasta. Dałem sygnał nogom, że pora znowu powalczyć z grawitacją. Tyłek odetchnął z ulgą.</p>
<p>Na dworze ciemności. Jak wstałem było ciemno. Jak skończyłem kręcić się w kieracie, ciemno. Mniemam, iż słońce przestało się pokazywać nad horyzontem. Kot Roman znudzony zalega całe dnie w fotelu. Pies Mila zamknął się w sobie miesiąc temu i udaje, że jest w śpiączce.</p>
<p>Gdy kilkanaście dni temu mocno wiało, Roman przynajmniej miał co robić. Stawał na początku pasa startowego (moja ulica) czekał na mocniejszy poryw huraganu, rozpościerał łapy, napinał ogon, który mu służył za statecznik pionowy i leciał, miaucząc radośnie „Grrrr mrrrr! Grrrr mrrrr!” co tłumacząc z kociego na nasze oznacza „Ja latam! Ja latam!”.</p>
<p>Jesienne wiatry wyszarpały cztery dorodne świerki ze spacerniaka, uznały, że dość. Zima się obraziła i nie ma zamiaru przyjść. Nie ma śniegu, nie ma mrozu, koszmar jakiś. Znowu atakuje gardło, włożę chyba głowę do zamrażalnika na trzy zdrowaśki i zduszę zimnem te zarazy. Połowa ludzi prycha, druga kicha. Reszta zdycha.</p>
<p>Od 17 do 19 miałem hiszpański. Rozmawialiśmy o zdrowiu, pieniądzach i seksie. Wielce ciekawy to temat, zwłaszcza kiedy ma się do powiedzenia tak wiele, a język niestety nie jest stosunkowo giętki i nie nadąża za głową. Ale to temat na na inny wpis.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Książki których nikt nie chce</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/11/28/ksiazki-ktorych-nikt-nie-chce/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/11/28/ksiazki-ktorych-nikt-nie-chce/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Nov 2011 20:38:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1960</guid>
		<description><![CDATA[Byłem ostatnio w księgarni znajdującej się w pobliskim centrum handlowym. Przy otwartych na całą szerokość drzwiach leżą nowości ze zniżką 25%. Obok nich starsze za 9.99, a parę nawet za 4,99 złotych. Jako, że księgarnia jest w głównej alejce prowadzącej na dużą halę zakupową, co chwila ktoś tędy przechodzi, zwłaszcza wieczorową porą. Starzy, młodzi, kobiety, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F11%2F28%2Fksiazki-ktorych-nikt-nie-chce%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6435.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6435.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1961" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6435.jpg" alt="" width="643" height="429" /></a><br />
</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Byłem ostatnio w księgarni znajdującej się w pobliskim centrum handlowym. Przy otwartych na całą szerokość drzwiach leżą nowości ze zniżką 25%. Obok nich starsze za 9.99, a parę nawet za 4,99 złotych. Jako, że księgarnia jest w głównej alejce prowadzącej na dużą halę zakupową, co chwila ktoś tędy przechodzi, zwłaszcza wieczorową porą. Starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni, dzieci. Trzymałem w ręku jakąś książkę, i patrzyłem w ich stronę.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span id="more-1960"></span>Nikt nie odwrócił głowy w stronę świątyni słowa drukowanego, ani tym bardziej nie wszedł, a przedefilowało co najmniej kilkadziesiąt osób. Pchają wózki pełne żarcia, strawa duchowa ich nie interesuje. Oprócz mnie w księgarni była tylko jakaś starsza pani. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Ja za każdym razem gdy tam jestem, pierwsze co robię to zachodzę do księgarni, i zwykle wychodzę z niej z jedną, czasem kilkoma książkami. Bywa też tak, że przyjeżdżam tylko po to aby tutaj wstąpić. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Mam dość nietypowy system czytania. Czytam naraz około dziesięciu książek. Nie potrafię zmusić się do czytania jednej, skończenia, i zabrania się do następnej. Jestem zachłanny. Bywa tak, że mniej interesujące pozycje, kiedy kupię/dostanę coś ciekawszego, lądują w poczekalni. Czasem na rok, dwa. Cały stosik piętrzy się przy stoliku nocnym, drugi w bibliotece (widoczna na zdjęciu) ze dwie w kuchni, i parę na dole, w mojej pracowni. Ze trzy podróżują w żółwiku.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Czytanie mam wkodowane w mózg. Swoisty imperatyw. Tak było od zawsze i będzie do końca dni moich. Jak stracę oczy to nauczę się brajla. Nie wyobrażam sobie spędzania wolnego czasu na gapieniu się w telepudło. Jestem czytelniczym narkomanem. Gdy zabraknie mi narkotyku chwytam po raz drugi za przeczytane. Jest taka książka, którą czytałem z dziesięć razy. To Mercedes Benz Pawła Huelle. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Pomimo że straszliwy ze mnie technokrata, w czytelnictwie jestem tradycjonalistą. Stanowczo wolę papier. Swego czasu pożyczyłem od sąsiada e-readera i próbowałem coś przeczytać. Odpadłem bo dziesięciu minutach. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Często zadaje sobie pytanie, i nie jestem w tym odosobniony, dlaczego przytłaczająca większość Polaków nie czyta. Bo książki są za drogie? Żaden argument, jest mnóstwo wyprzedaży, można chodzić do biblioteki, pożyczyć od znajomego. Bo czasu mało? A na przyswajanie wątpliwej jakości papki sączącej się ze szklanego ekranu jest? Czytać można w wannie, na kiblu, w tramwaju, zasypiając. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">O zaletach czytania nie będę pisał bo są ogólnie znane. Sparafrazuje (trudne słowo) słowa kanclerza Jana Zamojskiego: Takie będą rzeczypospolite jakie ich młodzieży czytanie. Mój syn na szczęście też trochę czyta. Jest nadzieja.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Ze smutkiem patrzę na tą księgarnie. Panie się starają, przestawiają książki, zmieniają ceny, wypychają te niechciane przed szereg. Większość z nich niestety trafi niestety na przemiał bo przyszło im się wydrukować w kraju analfabetów. Jeszcze trochę, a księgarnia, pomimo że należy do znanej sieci (nie Empik – <a href="http://wyborcza.pl/1,75248,10720880,Przeciw_Empikowi_buntuja_sie_takze_konsumenci.html" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/wyborcza.pl/1_75248_10720880_Przeciw_Empikowi_buntuja_sie_takze_konsumenci.html?referer=');">Nie karm książkowego potwora</a>) długo pewnie nie pociągnie. I gdzie ja będę się wtedy zaopatrywał w mój narkotyk? Pozostanie tylko diler z sieci.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/11/28/ksiazki-ktorych-nikt-nie-chce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po co piszę?</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/11/26/po-co-pisze/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/11/26/po-co-pisze/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Nov 2011 17:48:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1954</guid>
		<description><![CDATA[Na ścianie, za moimi plecami, koło starego zegara babci Emilii, wisi duży obraz, zdjęcie z plaży w Lubiatowie wydrukowane na płótnie. Porannemu słońcu udało się prześliznąć przez kraty celi. Padający ukosem złoty promień rozświetlił ciemne, zrobione u schyłku lata zdjęcie. Oderwałem się od kieratu. Stanąłem przed obrazem, i masując obolałe od siedzenia plecy, kontemplowałem to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F11%2F26%2Fpo-co-pisze%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6434.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6434.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1955" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6434.jpg" alt="" width="643" height="402" /></a></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Na ścianie, za moimi plecami, koło starego zegara babci Emilii, wisi duży obraz, zdjęcie z plaży w<a href="http://zdjecia.pl/index.cgi?action=16&amp;dir=/20110905Z%B3ote%20piaski/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/zdjecia.pl/index.cgi?action=16_amp_dir=/20110905Z_B3ote_20piaski/&amp;referer=');"> Lubiatowie </a>wydrukowane na płótnie. Porannemu słońcu udało się prześliznąć przez kraty celi. Padający ukosem złoty promień rozświetlił ciemne, zrobione u schyłku lata zdjęcie. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span id="more-1954"></span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Oderwałem się od kieratu. Stanąłem przed obrazem, i masując obolałe od siedzenia plecy, kontemplowałem to jakże ulotne zjawisko. Zdjęcie ożyło. Stało trójwymiarowe. Zagrała wyobraźnia wspomożona pamięcią. Usłyszałem szum morza, a na twarzy poczułem słony wiatr. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">A duło tamtego dnia niesamowicie mocno, z zachodu na wschód, dokładnie wzdłuż wybrzeża, tak, że trudno było ustać na nogach. Po plaży wiły się złote jęzory, bicze piaskowe, miliardy malutkich ziarenek kwarcu w podróży na wschód. Tam gdzie napotkały przeszkodę pod postacią kamyka, wyrzuconego podczas sztormu drewienka, tworzyły się miniaturowe wędrujące wydmy. Gdybym był mrówką poczułbym się jak podczas pustynnej burzy. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Niebo było skłębione, skołtunione. Chmury bawiły się w berka. Wpadały na siebie jak dzieci w szkole na dużej przerwie. Obżerały się słońcem, i hacząc obwisłymi brzuchami o czubki sosen, znikały za lasem. Morze zaś było skotłowane, rozhukane, i wielce oburzone na wiatr, że go chłoszcze, i na ląd, który śmiał stanąć mu na drodze. Stalowo szare, oleiste dawało upust złości tłukąc falami o brzeg. Na próżno. Ląd pozostawał niewzruszony, i zabierał wodzie piasek, kamyki (bursztyny?) i wygładzone jakby przez rzeźbiarza kawałki drewna.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Ze obawą dobyłem camera obscura, bo wiadomo, aparat + piasek = śmierć. Śmierć aparatu. Matka natura tworzyła to widowisko tylko dla mnie. Musiałem to uwiecznić. Plaża była pusta po horyzont, bo komu chciałoby się maszerować w połowie września brzegiem morza, zwłaszcza gdy urywa głowy, i grozi deszczem?</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">To trwało chwilę, minutę może. Lampa niebiańska w swojej nieustającej wędrówce po nieboskłonie (a może to ziemia się obraca?) przesunęła się kawałek dalej, i promień zgasł, zdjęcie ściemniało, spłaszczyło się, stało na powrót obrazem rozciągniętym na drewnianej ramie, a nie oknem w czasie do tamtego prawie, że jesiennego dnia. Z trudem wyskoczyłem z matriksa. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Listopad to czas marny. Dni są krótkie, mgliste, a jak nawet pojawi się słońce to znika po piętnastej. Na szczęście (na razie) nie chłoszcze deszczem, ani sypie białym g* którego tak nienawidzę. Wstaję w ciemnościach, i z kubkiem proletariackiej kawy człapię do celi. Dzień mija na klepaniu w klawisze, przekładaniu bajtów, mejlów czytaniu i pisaniu, odbieraniu durnych telefonów.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Fajrant. Z trudem odklejam się od siedzenia, i przyzwyczajam na powrót nogi do grawitacji. Gaszę monitory i światło. Wynurzam się na powierzchnię a tam (na powrót? nadal?) ciemno. Obiad, mała sjesta, lektura, i odkładanie na później nauki hiszpana. Dobrze, że nie muszę w korkach odstać dwóch godzin. Źle że ciągle siedzę w chałupie. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Pracuje już dwadzieścia jeden lat. Premier o wilczym oczach niezmiernie uszczęśliwił mnie zapowiedzią, że mam harować jeszcze dwadzieścia dwa lata. Emerytury dostanę z siedemset złotych. Ciułam na trzecim filarze, może więc będzie tysiak z kawałkiem. Na chleb starczy, na bułeczki już nie, o masełku nie wspominając. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Nigdy nie pracowałem na etacie. Zawsze na swoim. Dawałem pracę innym. Grzecznie płaciłem podatki i zusy. Nie korzystałem i nie korzystam ze służby zdrowia. Do dentysty chodzę za własne. Więc co daje mi to Państwo? </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Drogi które z trudem buduje, a te lepsze (autostrady) będą i tak płatne? Najdroższe na świecie stadiony, gdzie przybyła zza granicy podchmielona tłuszcza będzie kontemplować 22 spoconych facetów ganiających za szmacianką?</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Dało mi wykształcenie? Bzdura, i tak większość tego co teraz robię musiałem się sam nauczyć, poświęcając własny czas i pieniądze na książki. Będzie mnie bronić jak wróg do drzwi załomocze? Jak ono ma mnie bronić, jak nie potrafi odnaleźć złodzieja czy bandyty, który nie daj Boże dałby mi na ulicy w łeb?</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Za dziesięć, może piętnaście lat nie będzie śladu po jedynie słusznej partii obywatelskiej, a jej przywódcy wylądują na śmietniku historii, z mocno wypchanymi kieszeniami. Pojawią się inne darmozjady, z gębami pełnymi obietnic i frazesów, odmieniające słowo Polska przez wszystkie przypadki. Co cztery lata ich sfotoszopowane facjaty będą szczerzyć się z każdego słupa. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Będę tyrał na nich, coraz starszy, z posiwiałą głową, przygięty do ziemi, a kolejny fuhrer zapowie, że mam pracować do 70, 80, czy setnego roku życia, i będzie wykrzykiwał z sejmowej mównicy komu jeszcze zamierza zabrać, albo dowalić domiarem, bo trzeba zaciskać pasa, wicie rozumicie!</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Słowem nie zająknie się o oszczędnościach w aparacie władzy. Wręcz przeciwnie, aby ściągnąć należny haracz, zwiększy armię poborców podatkowych, i innych państwowych pierdzistołków przybijających pieczątki i przekładających z kupki na kupkę urzędowe papierki. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=rax6yHstNSg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=rax6yHstNSg&amp;referer=');">Rząd sam się wyżywi</a><br />
</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Już widzę jak, kiedy padnie mój mały kieracik, będę wysyłać moje CV do pracodawcy, który oferuję pracę&#8230; w młodym zespole. A stanie się to szybciej niż myślę. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Puenta? Coraz częściej myślę, że będąc młodym dwudziestoletnim chłopakiem podjąłem błędną decyzję wracając tu, a nie jadąc z rodzicami do Kanady. Gdyby tak można było teraz spakować żółwika, i pognać przed siebie, gdzie słońce i ciepło, do Portugalii czy Hiszpanii, a może Grecji? Ale i tam nie wesoło, oj nie wesoło. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">ps. Poległem w mojej akcji „500 słów dziennie” Potknąłem się raz, podniosłem i nadgoniłem, potknąłem drugi raz, trzeci i zamilkłem na dni parę, chyba ze wstydu. To naprawdę ciężkie wyzwanie wrzucić z siebie co najmniej pięćset znaków, ponad jedną kartkę A4. Niebagatelną sprawą jest czas. Nie wiem jak innym ale napisanie jednej strony A4 zajmuje mi prawie godzinę, a czasem więcej. Ten tekst (892 słowa) pisałem dwie godziny. Nie strzelam słowami jak karabinem maszynowym. Piszę powoli, wracam, cyzeluje, dopieszczam, poleruję, i zastanawiam się wtedy po co piszę? </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/11/26/po-co-pisze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

