Marzenie życia
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył w mieście Wrocławiu mały chłopiec, któremu na imię było Wojtek, i który bynajmniej nie chciał zostać strażakiem a marynarzem.
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył w mieście Wrocławiu mały chłopiec, któremu na imię było Wojtek, i który bynajmniej nie chciał zostać strażakiem a marynarzem.
Ten tekst piszę we wtorek. Nie byłem w stanie napisać go wczoraj. Poniedziałki są dla mnie koszmarnym dniem. Nie cierpię ich, choć kiedyś było zupełnie inaczej.
Byłem ostatnio w księgarni znajdującej się w pobliskim centrum handlowym. Przy otwartych na całą szerokość drzwiach leżą nowości ze zniżką 25%. Obok nich starsze za 9.99, a parę nawet za 4,99 złotych. Jako, że księgarnia jest w głównej alejce prowadzącej na dużą halę zakupową, co chwila ktoś tędy przechodzi, zwłaszcza wieczorową porą. Starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni, dzieci. Trzymałem w ręku jakąś książkę, i patrzyłem w ich stronę.
Na ścianie, za moimi plecami, koło starego zegara babci Emilii, wisi duży obraz, zdjęcie z plaży w Lubiatowie wydrukowane na płótnie. Porannemu słońcu udało się prześliznąć przez kraty celi. Padający ukosem złoty promień rozświetlił ciemne, zrobione u schyłku lata zdjęcie.
Książka była stara. Miała twarde okładki, oprawione w czarne płótno. Na grzbiecie srebrzył się tytuł. Litery były tłoczone, można było niczym niewidomy, wodząc po nich palcem, próbować je odczytać. Była duża, znacznie większa od moich pozostałych książek. Rolls Royce wśród trabantów i syrenek.
Dziadek Mieczysław na pociąg wychodził dwie godziny przed czasem. Do stacji miał kawałek. Dwa kilometry piechotą. Ja również wolę być wcześniej, niż potem gnać z wywieszonym językiem. Mam to zapewne po nim.
Na początku nie było nic i to było dobre. Nie. Prawdę powiedziawszy to jednak był, nazywał się dumnie „mózg elektronowy”. Dostałem go na początku podstawówki. Kartonowe pudełko z przykrywką. W środku duża ilość planszy z pytaniami i odpowiedziami. Z boku dwa druciki zakończone krokodylkami. Wtykało się je w pytanie, i macało odpowiedź. Jeśli była prawidłowa, zapalała się lampka. Prądem nie kopał, bo zasilała go płaska baterią, trudno pokopać się 4,5 woltami.
Hello World!
#include <stdio.h>
int main()
{
printf("Hello World!");
return 0;
}
To powyższe zapewne niewielu coś mówi. Programistom, zwłaszcza starszej daty, a do takich zaliczam się i ja, wszystko. To parę linijek napisanych w języku C. Wykonanie tego kodu, powoduje wyświetlenie/wydrukowanie na urządzeniu wyjściowym (np. monitorze) napisu Hello World.
Uzmysłowiłem sobie to dzisiaj rano, chodząc po ogrodzie. Subtelna zmiana oświetlenia. Słońce świeci bardziej z boku, ukosem, cienie są dłuższe. Zauważyłem to dzisiaj bo dopiero od dwóch dni jest bezchmurne niebo.
Wszystko mnie wku.. hmm ..rza. Otaczają mnie wściekłe osy, krwiożercze moskity, żmije. Jestem niesamowicie spokojnym człowiekiem, ale to przeszłość. Rosną mi szpony, chce szarpać, kąsać, chcę krwi!