<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Fraglesowe widzenie świata &#187; Przemyślenia przy kawie</title>
	<atom:link href="http://fraglesi.eu/category/przemyslenia-przy-kawie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://fraglesi.eu</link>
	<description>wersja 3.0</description>
	<lastBuildDate>Mon, 30 Jan 2012 20:14:14 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Marzenie życia</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2012 20:14:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=2007</guid>
		<description><![CDATA[Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył w mieście Wrocławiu mały chłopiec, któremu na imię było Wojtek, i który bynajmniej nie chciał zostać strażakiem a marynarzem. Chłopiec ów, którego doskonale znam, bo nadal gdzieś tam we mnie tkwi, pewnego dnia został namówiony przez kuzyna Andrzeja na wstąpienie do harcerstwa wodnego tzw. Wodniaków. I tak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2012%2F01%2F30%2Fmarzenie-zycia%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/1341325_49540820.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/1341325_49540820.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-2008" title="1341325_49540820" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2012/01/1341325_49540820.jpg" alt="" width="640" height="356" /></a></p>
<p>Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył w mieście Wrocławiu mały chłopiec, któremu na imię było Wojtek, i który bynajmniej nie chciał zostać strażakiem a marynarzem.</p>
<p><span id="more-2007"></span>Chłopiec ów, którego doskonale znam, bo nadal gdzieś tam we mnie tkwi, pewnego dnia został namówiony przez kuzyna Andrzeja na wstąpienie do harcerstwa wodnego tzw. Wodniaków. I tak zrobił pierwszy krok w kierunku stania się człowiekiem morza. Dumny jak paw paradował po podwórku w ciemnogranatowym mundurku z dużym kołnierzem, a kumple pękali z zazdrości.</p>
<p>Pierwsze czego nauczył się, to że nie należy dać się wysłać do bosmana z wiadrem po kilwater. Jak ktoś nie wie co to jest ów kilwater to niech spyta wujka Gogla. Opanował też halsowanie pod wiatr maczkiem i wiązania fikuśnych supełków.</p>
<p>Chłopiec był nawet raz na obozie żeglarskim, gdzie oprócz nauk Neptunowych, nauczył się doskonale obierać ziemniaki, oraz tego, że przenigdy nie wolno smarować mydłem tropiku od namiotu. Tam też posmakował pierwszego papierosa i zdobył kartę pływacką.</p>
<p>Niestety los rzucił potem młodzika do Afryki, a tam jak wiemy z lekcji geografii, więcej jest piasku niż wód stojących. Po powrocie na ojczyzny łono, młodzieńcem będąc już, parę razy zetknął się z wodą z poziomu kajaka lub dmuchanego materaca. Marzenia póki co odłożone były na półkę, bo pierwej trzeba było postawić dom, posadzić drzewa i spłodzić syna.</p>
<p>Wojtkowi stuknął krzyżyk czwarty i pomyślał, że to już jest z górki, i jeśli ma zrealizować życiowe marzenie, to pora najwyższa się za to brać. Wymyślił sobie więc któregoś zimowego wieczora, że opłynie kulę ziemską na własnej łajbie. Pomysł cokolwiek wariacki ale takie pomysły dodają skrzydeł. Ktoś mądry powiedział, że wszystko co jesteś w stanie sobie wyobrazić, możesz zrealizować.</p>
<p>Dzisiaj Wojtek zrobił pierwszy krok w kierunku realizacji życiowego marzenia – kupił podręcznik „Sternik Motorowodny”. Następnym będzie kurs, zapewne tego lata. A za lat parę łajba z mahoniu.</p>
<p>ps. A jakie twoje życiowe marzenie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2012/01/30/marzenie-zycia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie lubię poniedziałków</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 18:21:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1965</guid>
		<description><![CDATA[Ten tekst piszę we wtorek. Nie byłem w stanie napisać go wczoraj. Poniedziałki są dla mnie koszmarnym dniem. Nie cierpię ich, choć kiedyś było zupełnie inaczej. Budzik (w tej roli komórka) rozdarł się punktualnie o szóstej. Ponieważ siedziałem w tym momencie w X-wingu (myśliwcu Luca Skywalkera) i za trzy sekundy miałem nacisnąć spust, aby rozpierniczyć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F12%2F13%2Fnie-lubie-poniedzialkow%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/0_643.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/0_643.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1966" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/12/0_643.jpg" alt="" width="643" height="430" /></a></p>
<p>Ten tekst piszę we wtorek. Nie byłem w stanie napisać go wczoraj. Poniedziałki są dla mnie koszmarnym dniem. Nie cierpię ich, choć kiedyś było zupełnie inaczej.</p>
<p><span id="more-1965"></span>Budzik (w tej roli komórka) rozdarł się punktualnie o szóstej. Ponieważ siedziałem w tym momencie w X-wingu (myśliwcu Luca Skywalkera) i za trzy sekundy miałem nacisnąć spust, aby rozpierniczyć w drobny mak demoniczną Gwiazdę Śmierci, odruchowo wcisnąłem „drzemka”.</p>
<p>Po sekundzie budzik rozdarł się ponownie. Wkurzony, pomyliłem się i nacisnąłem na „katapultuj”. Wyfrunąłem z X-winga i ze snu. Gwiazda Śmierci ocalała. Zniszczę ją następnej nocy. O ile nie będę musiał ganiać jakiś Amazonek w Amazonii.</p>
<p>Leżałem w ciemnościach krojonych światłami samochodów i coś mi się nie zgadzało. Wychodziło na to, że 1 sekunda snu to 600 sekund na jawie. Zawsze myślałem, że jest na odwrót. Następnym razem wezmę niebieskie pigułki zamiast czerwonych.</p>
<p>Nie skłamie, że wyskoczyłem z łóżka jak sprężynka. Tak było jak miałem osiemnaście lat. Stękając i przeklinając w myślach praprzodka, który wypełzł na ląd, rozmasowałem obolałe plecy. Ubrałem się i podreptałem do kuchni. Sięgam ci ja po puszkę z narkotykiem a tam PUSTO!!!!!</p>
<p>Wydrapałem dno. Starczyłoby zaledwie dla krasnoludka i to takiego mniejszego.<br />
- Kawy? &#8211; spytałem kota Romana. Spojrzał na mnie cokolwiek dziwnie.<br />
- Mleka dawaj! &#8211; zawarczał po kociemu. Wlałem mu jego biały narkotyk.</p>
<p>Przypomniałem sobie, że na szczęście w żółwiku mam schowaną na czarną godzinę paczkę. Wyszedłem w ciemność nocy polarnej. Obszczekał mnie pies sąsiadów, który szczeka na wszystko co się rusza i jest poza płotem, nawet swoich właścicieli. Bo jak mówi sąsiad, ma bardzo prosty software (if out then szczekaj) i za cholerę nie można mu go zmienić. Oblał wszystkie kursy tresury.</p>
<p>Z nosem wetkniętym w parujący garnek z kawą, usiadłem przed komputerem i zacząłem 5401 dzień mojej kariery zawodowej. Przede mną jeszcze drugie tyle, albo i trzecie. Zapracuje wtedy na emeryturę w wysokości 750 zł, co będzie równowartością (inflacja!) 31 bochenków chleba. Z głodu nie umrę.</p>
<p>Wykonałem kilka telefonów, wysłałem kilkanaście mejli, dostałem parę setek, z czego większość była zapytaniem czy chce coś kupić (np. wyroby stalowe) albo informacją, że odtąd będę dostawał newslettera, z którego nie ma możliwości wypisania się. Sam nie wiem kiedy zrobiła się piętnasta. Dałem sygnał nogom, że pora znowu powalczyć z grawitacją. Tyłek odetchnął z ulgą.</p>
<p>Na dworze ciemności. Jak wstałem było ciemno. Jak skończyłem kręcić się w kieracie, ciemno. Mniemam, iż słońce przestało się pokazywać nad horyzontem. Kot Roman znudzony zalega całe dnie w fotelu. Pies Mila zamknął się w sobie miesiąc temu i udaje, że jest w śpiączce.</p>
<p>Gdy kilkanaście dni temu mocno wiało, Roman przynajmniej miał co robić. Stawał na początku pasa startowego (moja ulica) czekał na mocniejszy poryw huraganu, rozpościerał łapy, napinał ogon, który mu służył za statecznik pionowy i leciał, miaucząc radośnie „Grrrr mrrrr! Grrrr mrrrr!” co tłumacząc z kociego na nasze oznacza „Ja latam! Ja latam!”.</p>
<p>Jesienne wiatry wyszarpały cztery dorodne świerki ze spacerniaka, uznały, że dość. Zima się obraziła i nie ma zamiaru przyjść. Nie ma śniegu, nie ma mrozu, koszmar jakiś. Znowu atakuje gardło, włożę chyba głowę do zamrażalnika na trzy zdrowaśki i zduszę zimnem te zarazy. Połowa ludzi prycha, druga kicha. Reszta zdycha.</p>
<p>Od 17 do 19 miałem hiszpański. Rozmawialiśmy o zdrowiu, pieniądzach i seksie. Wielce ciekawy to temat, zwłaszcza kiedy ma się do powiedzenia tak wiele, a język niestety nie jest stosunkowo giętki i nie nadąża za głową. Ale to temat na na inny wpis.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/12/13/nie-lubie-poniedzialkow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Książki których nikt nie chce</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/11/28/ksiazki-ktorych-nikt-nie-chce/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/11/28/ksiazki-ktorych-nikt-nie-chce/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Nov 2011 20:38:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1960</guid>
		<description><![CDATA[Byłem ostatnio w księgarni znajdującej się w pobliskim centrum handlowym. Przy otwartych na całą szerokość drzwiach leżą nowości ze zniżką 25%. Obok nich starsze za 9.99, a parę nawet za 4,99 złotych. Jako, że księgarnia jest w głównej alejce prowadzącej na dużą halę zakupową, co chwila ktoś tędy przechodzi, zwłaszcza wieczorową porą. Starzy, młodzi, kobiety, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F11%2F28%2Fksiazki-ktorych-nikt-nie-chce%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6435.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6435.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1961" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6435.jpg" alt="" width="643" height="429" /></a><br />
</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Byłem ostatnio w księgarni znajdującej się w pobliskim centrum handlowym. Przy otwartych na całą szerokość drzwiach leżą nowości ze zniżką 25%. Obok nich starsze za 9.99, a parę nawet za 4,99 złotych. Jako, że księgarnia jest w głównej alejce prowadzącej na dużą halę zakupową, co chwila ktoś tędy przechodzi, zwłaszcza wieczorową porą. Starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni, dzieci. Trzymałem w ręku jakąś książkę, i patrzyłem w ich stronę.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span id="more-1960"></span>Nikt nie odwrócił głowy w stronę świątyni słowa drukowanego, ani tym bardziej nie wszedł, a przedefilowało co najmniej kilkadziesiąt osób. Pchają wózki pełne żarcia, strawa duchowa ich nie interesuje. Oprócz mnie w księgarni była tylko jakaś starsza pani. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Ja za każdym razem gdy tam jestem, pierwsze co robię to zachodzę do księgarni, i zwykle wychodzę z niej z jedną, czasem kilkoma książkami. Bywa też tak, że przyjeżdżam tylko po to aby tutaj wstąpić. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Mam dość nietypowy system czytania. Czytam naraz około dziesięciu książek. Nie potrafię zmusić się do czytania jednej, skończenia, i zabrania się do następnej. Jestem zachłanny. Bywa tak, że mniej interesujące pozycje, kiedy kupię/dostanę coś ciekawszego, lądują w poczekalni. Czasem na rok, dwa. Cały stosik piętrzy się przy stoliku nocnym, drugi w bibliotece (widoczna na zdjęciu) ze dwie w kuchni, i parę na dole, w mojej pracowni. Ze trzy podróżują w żółwiku.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Czytanie mam wkodowane w mózg. Swoisty imperatyw. Tak było od zawsze i będzie do końca dni moich. Jak stracę oczy to nauczę się brajla. Nie wyobrażam sobie spędzania wolnego czasu na gapieniu się w telepudło. Jestem czytelniczym narkomanem. Gdy zabraknie mi narkotyku chwytam po raz drugi za przeczytane. Jest taka książka, którą czytałem z dziesięć razy. To Mercedes Benz Pawła Huelle. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Pomimo że straszliwy ze mnie technokrata, w czytelnictwie jestem tradycjonalistą. Stanowczo wolę papier. Swego czasu pożyczyłem od sąsiada e-readera i próbowałem coś przeczytać. Odpadłem bo dziesięciu minutach. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Często zadaje sobie pytanie, i nie jestem w tym odosobniony, dlaczego przytłaczająca większość Polaków nie czyta. Bo książki są za drogie? Żaden argument, jest mnóstwo wyprzedaży, można chodzić do biblioteki, pożyczyć od znajomego. Bo czasu mało? A na przyswajanie wątpliwej jakości papki sączącej się ze szklanego ekranu jest? Czytać można w wannie, na kiblu, w tramwaju, zasypiając. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">O zaletach czytania nie będę pisał bo są ogólnie znane. Sparafrazuje (trudne słowo) słowa kanclerza Jana Zamojskiego: Takie będą rzeczypospolite jakie ich młodzieży czytanie. Mój syn na szczęście też trochę czyta. Jest nadzieja.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Ze smutkiem patrzę na tą księgarnie. Panie się starają, przestawiają książki, zmieniają ceny, wypychają te niechciane przed szereg. Większość z nich niestety trafi niestety na przemiał bo przyszło im się wydrukować w kraju analfabetów. Jeszcze trochę, a księgarnia, pomimo że należy do znanej sieci (nie Empik – <a href="http://wyborcza.pl/1,75248,10720880,Przeciw_Empikowi_buntuja_sie_takze_konsumenci.html" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/wyborcza.pl/1_75248_10720880_Przeciw_Empikowi_buntuja_sie_takze_konsumenci.html?referer=');">Nie karm książkowego potwora</a>) długo pewnie nie pociągnie. I gdzie ja będę się wtedy zaopatrywał w mój narkotyk? Pozostanie tylko diler z sieci.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/11/28/ksiazki-ktorych-nikt-nie-chce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po co piszę?</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/11/26/po-co-pisze/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/11/26/po-co-pisze/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Nov 2011 17:48:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1954</guid>
		<description><![CDATA[Na ścianie, za moimi plecami, koło starego zegara babci Emilii, wisi duży obraz, zdjęcie z plaży w Lubiatowie wydrukowane na płótnie. Porannemu słońcu udało się prześliznąć przez kraty celi. Padający ukosem złoty promień rozświetlił ciemne, zrobione u schyłku lata zdjęcie. Oderwałem się od kieratu. Stanąłem przed obrazem, i masując obolałe od siedzenia plecy, kontemplowałem to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F11%2F26%2Fpo-co-pisze%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6434.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6434.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1955" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6434.jpg" alt="" width="643" height="402" /></a></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Na ścianie, za moimi plecami, koło starego zegara babci Emilii, wisi duży obraz, zdjęcie z plaży w<a href="http://zdjecia.pl/index.cgi?action=16&amp;dir=/20110905Z%B3ote%20piaski/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/zdjecia.pl/index.cgi?action=16_amp_dir=/20110905Z_B3ote_20piaski/&amp;referer=');"> Lubiatowie </a>wydrukowane na płótnie. Porannemu słońcu udało się prześliznąć przez kraty celi. Padający ukosem złoty promień rozświetlił ciemne, zrobione u schyłku lata zdjęcie. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span id="more-1954"></span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Oderwałem się od kieratu. Stanąłem przed obrazem, i masując obolałe od siedzenia plecy, kontemplowałem to jakże ulotne zjawisko. Zdjęcie ożyło. Stało trójwymiarowe. Zagrała wyobraźnia wspomożona pamięcią. Usłyszałem szum morza, a na twarzy poczułem słony wiatr. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">A duło tamtego dnia niesamowicie mocno, z zachodu na wschód, dokładnie wzdłuż wybrzeża, tak, że trudno było ustać na nogach. Po plaży wiły się złote jęzory, bicze piaskowe, miliardy malutkich ziarenek kwarcu w podróży na wschód. Tam gdzie napotkały przeszkodę pod postacią kamyka, wyrzuconego podczas sztormu drewienka, tworzyły się miniaturowe wędrujące wydmy. Gdybym był mrówką poczułbym się jak podczas pustynnej burzy. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Niebo było skłębione, skołtunione. Chmury bawiły się w berka. Wpadały na siebie jak dzieci w szkole na dużej przerwie. Obżerały się słońcem, i hacząc obwisłymi brzuchami o czubki sosen, znikały za lasem. Morze zaś było skotłowane, rozhukane, i wielce oburzone na wiatr, że go chłoszcze, i na ląd, który śmiał stanąć mu na drodze. Stalowo szare, oleiste dawało upust złości tłukąc falami o brzeg. Na próżno. Ląd pozostawał niewzruszony, i zabierał wodzie piasek, kamyki (bursztyny?) i wygładzone jakby przez rzeźbiarza kawałki drewna.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Ze obawą dobyłem camera obscura, bo wiadomo, aparat + piasek = śmierć. Śmierć aparatu. Matka natura tworzyła to widowisko tylko dla mnie. Musiałem to uwiecznić. Plaża była pusta po horyzont, bo komu chciałoby się maszerować w połowie września brzegiem morza, zwłaszcza gdy urywa głowy, i grozi deszczem?</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">To trwało chwilę, minutę może. Lampa niebiańska w swojej nieustającej wędrówce po nieboskłonie (a może to ziemia się obraca?) przesunęła się kawałek dalej, i promień zgasł, zdjęcie ściemniało, spłaszczyło się, stało na powrót obrazem rozciągniętym na drewnianej ramie, a nie oknem w czasie do tamtego prawie, że jesiennego dnia. Z trudem wyskoczyłem z matriksa. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Listopad to czas marny. Dni są krótkie, mgliste, a jak nawet pojawi się słońce to znika po piętnastej. Na szczęście (na razie) nie chłoszcze deszczem, ani sypie białym g* którego tak nienawidzę. Wstaję w ciemnościach, i z kubkiem proletariackiej kawy człapię do celi. Dzień mija na klepaniu w klawisze, przekładaniu bajtów, mejlów czytaniu i pisaniu, odbieraniu durnych telefonów.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Fajrant. Z trudem odklejam się od siedzenia, i przyzwyczajam na powrót nogi do grawitacji. Gaszę monitory i światło. Wynurzam się na powierzchnię a tam (na powrót? nadal?) ciemno. Obiad, mała sjesta, lektura, i odkładanie na później nauki hiszpana. Dobrze, że nie muszę w korkach odstać dwóch godzin. Źle że ciągle siedzę w chałupie. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Pracuje już dwadzieścia jeden lat. Premier o wilczym oczach niezmiernie uszczęśliwił mnie zapowiedzią, że mam harować jeszcze dwadzieścia dwa lata. Emerytury dostanę z siedemset złotych. Ciułam na trzecim filarze, może więc będzie tysiak z kawałkiem. Na chleb starczy, na bułeczki już nie, o masełku nie wspominając. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Nigdy nie pracowałem na etacie. Zawsze na swoim. Dawałem pracę innym. Grzecznie płaciłem podatki i zusy. Nie korzystałem i nie korzystam ze służby zdrowia. Do dentysty chodzę za własne. Więc co daje mi to Państwo? </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Drogi które z trudem buduje, a te lepsze (autostrady) będą i tak płatne? Najdroższe na świecie stadiony, gdzie przybyła zza granicy podchmielona tłuszcza będzie kontemplować 22 spoconych facetów ganiających za szmacianką?</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Dało mi wykształcenie? Bzdura, i tak większość tego co teraz robię musiałem się sam nauczyć, poświęcając własny czas i pieniądze na książki. Będzie mnie bronić jak wróg do drzwi załomocze? Jak ono ma mnie bronić, jak nie potrafi odnaleźć złodzieja czy bandyty, który nie daj Boże dałby mi na ulicy w łeb?</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Za dziesięć, może piętnaście lat nie będzie śladu po jedynie słusznej partii obywatelskiej, a jej przywódcy wylądują na śmietniku historii, z mocno wypchanymi kieszeniami. Pojawią się inne darmozjady, z gębami pełnymi obietnic i frazesów, odmieniające słowo Polska przez wszystkie przypadki. Co cztery lata ich sfotoszopowane facjaty będą szczerzyć się z każdego słupa. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Będę tyrał na nich, coraz starszy, z posiwiałą głową, przygięty do ziemi, a kolejny fuhrer zapowie, że mam pracować do 70, 80, czy setnego roku życia, i będzie wykrzykiwał z sejmowej mównicy komu jeszcze zamierza zabrać, albo dowalić domiarem, bo trzeba zaciskać pasa, wicie rozumicie!</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Słowem nie zająknie się o oszczędnościach w aparacie władzy. Wręcz przeciwnie, aby ściągnąć należny haracz, zwiększy armię poborców podatkowych, i innych państwowych pierdzistołków przybijających pieczątki i przekładających z kupki na kupkę urzędowe papierki. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=rax6yHstNSg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=rax6yHstNSg&amp;referer=');">Rząd sam się wyżywi</a><br />
</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Już widzę jak, kiedy padnie mój mały kieracik, będę wysyłać moje CV do pracodawcy, który oferuję pracę&#8230; w młodym zespole. A stanie się to szybciej niż myślę. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Puenta? Coraz częściej myślę, że będąc młodym dwudziestoletnim chłopakiem podjąłem błędną decyzję wracając tu, a nie jadąc z rodzicami do Kanady. Gdyby tak można było teraz spakować żółwika, i pognać przed siebie, gdzie słońce i ciepło, do Portugalii czy Hiszpanii, a może Grecji? Ale i tam nie wesoło, oj nie wesoło. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">ps. Poległem w mojej akcji „500 słów dziennie” Potknąłem się raz, podniosłem i nadgoniłem, potknąłem drugi raz, trzeci i zamilkłem na dni parę, chyba ze wstydu. To naprawdę ciężkie wyzwanie wrzucić z siebie co najmniej pięćset znaków, ponad jedną kartkę A4. Niebagatelną sprawą jest czas. Nie wiem jak innym ale napisanie jednej strony A4 zajmuje mi prawie godzinę, a czasem więcej. Ten tekst (892 słowa) pisałem dwie godziny. Nie strzelam słowami jak karabinem maszynowym. Piszę powoli, wracam, cyzeluje, dopieszczam, poleruję, i zastanawiam się wtedy po co piszę? </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/11/26/po-co-pisze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O wyobraźni</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/11/20/o-wyobrazni/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/11/20/o-wyobrazni/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Nov 2011 12:19:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[500 słów]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1950</guid>
		<description><![CDATA[Książka była stara. Miała twarde okładki, oprawione w czarne płótno. Na grzbiecie srebrzył się tytuł. Litery były tłoczone, można było niczym niewidomy, wodząc po nich palcem, próbować je odczytać. Była duża, znacznie większa od moich pozostałych książek. Rolls Royce wśród trabantów i syrenek. Nie wiem skąd ją miałem. Może dał mi ją dziadek Mietek, albo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F11%2F20%2Fo-wyobrazni%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6433.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6433.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1951" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/0_6433.jpg" alt="" width="643" height="531" /></a><br />
</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Książka była stara. Miała twarde okładki, oprawione w czarne płótno. Na grzbiecie srebrzył się tytuł. Litery były tłoczone, można było niczym niewidomy, wodząc po nich palcem, próbować je odczytać. Była duża, znacznie większa od moich pozostałych książek. Rolls Royce wśród trabantów i syrenek. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span id="more-1950"></span>Nie wiem skąd ją miałem. Może dał mi ją dziadek Mietek, albo któryś z wujków. Była w moim posiadaniu na pewno już w czwartej klasie szkoły podstawowej, kiedy mieszkaliśmy w nowym mieszkaniu na ulicy Macedońskiej we Wrocławiu. Nie pamiętam jej wcześniej. Być może czekała cierpliwie na mnie, na półce rodzicielskiego regału. Ja, opanowawszy dzięki Ali i jej psu Asie (Asowi?) magię składania z liter wyrazów i zdań, zgłębiałem fascynujące przygody Tytusa, Romka i Atomka.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">To był niemiecki podręcznik dla inżynierów budownictwa z początku wieku. Przyznacie, że wielce to interesująca pozycja dla dziesięcioletniego chłopaka. Lecz nie studiowałem tekstu, bo musiało minąć ponad trzydzieści lat zanim zacząłem (co prawda z bólem) rozumieć mowę Goethego, porwały mnie ilustracje. A było ich mnóstwo, i były niesamowite.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Przedstawiały głównie przekroje budowli takich jak fabryczne hale, wieże ciśnień, mosty, nabrzeża, budynki mieszkalne i drogi. Ilustratorzy z niemiecką precyzją oddali każdy najmniejszy szczegół opisywanych konstrukcji. Elegancko zakończone strzałki ze starannie wykaligrafowanymi wymiarami, uwagi i adnotacje.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Każdy użyty materiał był oznaczony w inny sposób. Ziemia to krzyżujące się kreski, beton ukośne idealnie równoległe linie, kamienie narysowane każdy z osobna, drewno podobnie do betonu ale drobniej. Nie pamiętam już jak wyglądało szkło. Większe ilustracje umieszczone były na rozkładanych wklejkach. Ostrożnie rozkładałem je, i godzinami studiowałem sekrety budowniczych. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Aż nastąpił dzień kiedy zrobiłem krok dalej. Wziąłem kartę w kratkę, kredki, ekierkę i zacząłem, początkowo nieudolnie, kopiować ilustrację z grubej książki. Jednak z każdym kolejnym stawałem się coraz dokładniejszy, wiadomo ćwiczenie czyni mistrza <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Powstawało tych rysunków coraz więcej i więcej. Zapełniały się kolejne strony bloku rysunkowego, rodzice nie nadążali z dostarczaniem kredek i ołówków. Stałem się budowniczym. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Szybko porzuciłem cywilne budowle. Małych (i dużych) chłopców nic tak nie bawi jak zabawa w wojnę. Po szkole latałem z kolegami po podwórku strzelając z udających karabiny maszynowe patyków (ta ta ta zabity!) Potem odrabiałem grzecznie lekcje, i mogłem zabrać się za wznoszenie twierdz, bunkrów, zasieków i zapór czołgowych. Linia Maginota, Wilczy szaniec, umocnienia Wału Pomorskiego to był pikuś przy moich kazamatach. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Zaczynałem od narysowania poziomu ziemi. Im bardziej teren był pofalowany, górzysty, tym było ciekawiej. Nie licząc się z żadnymi ograniczeniami wgryzałem się głęboko w ziemię, drążąc tunele, pionowe szyby, podziemne magazyny wielkie jak katedra. Wszędzie mnóstwo uzbrojonego po zęby wojska, posterunki, gniazda karabinów maszynowych. Wieżyczki bunkrów z wycelowanymi w niebo karabinami.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Gdy twierdza była gotowa zaczynała się najlepsza cześć zabawy – wojna! Obce wojska atakowały z nieba, wody i ziemi. Prychały moździerze, ryczały obowiązkowo katiusze, pękały betonowe mury, wybuchały pożary, trup słał się gęsto. Zaciekle niszczyłem co wcześniej z taką pieczołowitością zbudowałem. Dlatego do dzisiaj nie zachował się żaden z tamtych rysunków, kończyły w koszu na śmieci. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">W pewnym momencie przestała wystarczać jedna kartka, taśmą klejącą dokleiłem następną, i następną, powstała mega baza złożona z co najmniej dwudziestu arkuszy. Za przyzwoleniem rodziców zawisła na ścianie. W moje ślady poszedł młodszy brat, też zaczął konstruować własne fortyfikacje, ale jego były jakieś takie nieudolne. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Jak niewiele trzeba było żeby dobrze bawić się, kartka papieru, ołówek, linijka. Wszystko działo się w głowie. Fantastycznie rozwijała się wyobraźnia. Potem nauczyłem się zasad rzutowania i odwzorowania perspektywy, i zacząłem rysować w trzech wymiarach. Głównie domy ze szkła, wieżowce, nowoczesne miasta. Niewiele brakowało a zostałbym architektem, ale to zupełnie inna historia.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Na pomysł powyższego tekstu wpadłem parę dni temu patrząc jak mój syn licealista gania w jakiejś grze czołgiem, a potem siecze na lewo i prawo ołowiem niczym Rambo. Ja musiałem stworzyć wszystko we własnej głowie, jemu wirtualny świat generuje rozgrzany do czerwoności procesor. Gdzie tu miejsce na wyobraźnię?</span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Niestety tamta książka zaginęła podczas licznych przeprowadzek. Może trafiła w ręce innego młodego człowieka, i odmieniła jego los? A może po prostu leży gdzieś na jakimś strychu lub w piwnicy, lub już dawno zmielona żyje nowym życiem. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/11/20/o-wyobrazni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Autobusy i tramwaje</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/11/13/autobusy-i-tramwaje/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/11/13/autobusy-i-tramwaje/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Nov 2011 17:38:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[500 słów]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1941</guid>
		<description><![CDATA[Dziadek Mieczysław na pociąg wychodził dwie godziny przed czasem. Do stacji miał kawałek. Dwa kilometry piechotą. Ja również wolę być wcześniej, niż potem gnać z wywieszonym językiem. Mam to zapewne po nim. Dzień wcześniej zawiozłem Landrynkę do doktora. Zbliża się przegląd, zebrało się parę dupereli do naprawienia, najwyższa pora było zmienić olej. Doktor, do którego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F11%2F13%2Fautobusy-i-tramwaje%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: x-small;"><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/MG_9416.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/MG_9416.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1942" title="_MG_9416" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/11/MG_9416.jpg" alt="" width="643" height="429" /></a><br />
</span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dziadek Mieczysław na pociąg wychodził dwie godziny przed czasem. Do stacji miał kawałek. Dwa kilometry piechotą. Ja również wolę być wcześniej, niż potem gnać z wywieszonym językiem. Mam to zapewne po nim. </span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><span id="more-1941"></span>Dzień wcześniej zawiozłem Landrynkę do doktora. Zbliża się przegląd, zebrało się parę dupereli do naprawienia, najwyższa pora było zmienić olej. Doktor, do którego dawniej miałem blisko, przeniósł się teraz do Wrzeszcza. Kawałek drogi.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Pojechałbym Żółwiem ale jak wrócić we dwa auta bez zapasowego kierowcy? Problem z rodzaju „Wilk, owca i kapusta w jednej łódce”. Pojadę Żółwiem, przywiozę Landryną, pojadę Landryną po żółwia, przywiozę żółwia&#8230;.i tak krążyłbym tak do końca życia <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Mój analityczny (informatyczny) rozum rozważył parę możliwości. Holowanie sznurkiem odpada. Zdalne sterowanie? Autopilot? Pieśń przyszłości. Widziałem kiedyś w TV mistrzostwa samochodów sterowanych komputerowo. Obijały się o wszystko co stało na drodze i nie tylko jak autka w lunaparku. Laweta? Dobre rozwiązanie ale nie mam lawety. Trudno, trzeba skorzystać z czegoś z czego na co dzień korzystają tysiące mieszkańców – komunikacji zbiorowej.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Autobus miałem o wpół do czwartej. Ubrałem się ciepło, ale zapomniałem kalesonków i czapeczki. Wesoło podśpiewując (wsiąść do autobusu byle jakiego&#8230;) opuściłem chałupę, pomachałem do sąsiada, pogłaskałem zdumionego Romana (Pan bez auta??) i tanecznym krokiem popłynąłem w stronę przystanku.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Do przystanku jest może czterysta metrów. Miałem kwadrans (syndrom Dziadka Mietka) wstąpiłem więc po drodze do wioskowego sklepiku. Pani poinstruowała mnie jakie są teraz bilety, kupiłem zapobiegawczo trzy. Dwa jednorazowe (po 2,8) i jeden godzinny (za 3,4) Na przystanku zameldowałem się dziesięć minut przed czasem.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Stałem i patrzyłem na mijające mnie auta. Duże i małe. Mknące sto na godzinę Tiry. Dostawczaki i doki z Bobami budowniczymi. Minutki mijały. Przyszła jakaś dziewczyna, potem przydreptał starszy pan. Spróbowałem zadzwonić do taty, ale słabo się słyszeliśmy przez ryk koni mechanicznych żłopiących ropę (5,39 za litr) lub ciut tańszą gazolinę. </span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Autobus się spóźniał. Północny, zrodzony gdzieś za kołem polarnym, zefirek schładzał mi kulasy. O Kalesony moje! Wyście jak zdrowie, ile was trzeba cenić, ten się tylko dowie, kto was &#8230; nie założył. Małżowiny uszne osiągnęły temperaturę zera bezwzględnego, po czym odpadły.</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Kiwałem się z nogi na nogę jak dziewczyna z zapałkami, i patrzyłem na mknące cieplutkie w środku auta. Siedzieli sobie rozparci jak Baszowie, przeważnie po jednym/jednej na auto, przez komóreczki trajkotali, twarze im obmywało ciepłe powietrze. Dzieliła nas przepaść. O Maryjo Przenajświętsza, jakże ja im zazdrościłem! Jakże mocno zatęskniłem za Landrynką, Żółwikiem, a nawet za tojotką. </span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">171 spóźnił się 16 minut. Spiorunowałem kierowcę wzrokiem, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Wparowałem do środka. Jakbym teleportował się z Arktyki na równik. Szok termiczny. Owiała mnie subtelna mieszanina tanich dezodorantów, damskich perfum, nieświeżych oddechów, spoconych ciał. </span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Kasownik nadgryzł bilet. Schowałem go w kieszonce zamkniętej na zameczek, by potem nie bić się z kanarami. Miejsca było sporo. Klapnąłem koło jakiegoś młodzieńca. Ciasno. Foteliki dla krasnoludków. Pół półdupka zwisało mi w powietrzu, a w gościa nie chciałem się za bardzo wtulać, bo może zrozumiałby to źle.</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Mknęliśmy przez mą dzielnicę. Autobus (nufka sztuka Solaris) co rusz wypluwał i pożerał nowych pasażerów. Po lewej siedziało dwóch facetów o nieświeżym kwaśnym oddechu i spracowanych dłoniach. Głowa mniejszego co rusz opadała na ramie większego. Czule ją poprawiał. Naprzeciwko siedziała starsza pani z siatkami, obok młodzieniaszek z głośnikami w uszach. Koło wejścia wyginała śmiało ciało na rurze wiotka jak trzcina rudowłosa krasawica. Na nią spoglądałem najczęściej. </span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Nasza torpeda mknęła przez trójmiejski las cały w złocie, a ja zastanawiałem się o czym myślą towarzysze podróży, choć sądząc z wyrazu twarzy niektórych, to raczej obca była im to czynność. Pani w średnim wieku prowadziła telekonferencję na jakieś tematy księgowe. Parę osób drzemało. Młódź szczebiotała za plecami,, licytując się ilością znajomych na twarzoksiążce (ang. Facebook)</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Las się skończył, mignęło zoo. Przeskoczyliśmy przez mostek przy Młynie Oliwskim. Po lewej średniowieczny Dom Zarazy, po prawej dawny Dom Polski. Sklep z narzędziami, Karczma z Susi. Wynudzone taksówki na postoju. Lipy przed piekarnią zrzuciły większość liści. W drugą stronę sznur metalowych pudełek wiozących wygłodniałą zawartość do podmiejskich hacjend.</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Przez głową przemknęła myśl, co by było gdybyśmy wraz z cały autobusem prześliznęli się przez jakąś szczelinę w czasie (fizycy teoretycy twierdzą, że to możliwe, teoria strun, brany, te sprawy) i znaleźli się tutaj dajmy na to w 1901 roku. Ludzie zamarliby patrząc w zdumieniu na stalowego potwora z napisem „171 Oliwa”. Furmani rzuciliby się do spłoszonych koni, automobilista uskoczyłby na bok. W ciszę panującą na rynku prowincjonalnego miasteczka jakim była wtedy Oliwa, wdarłby się ryk 250 konnego silnika. Szok!Rzecz normalna sto lat później.</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">- Wysiadka Czesiu – Większy proletariusz trącił mniejszego. Wstałem i wraz z pozostałymi przyssałem się do drzwi, które za chwile miały z sykiem otworzyć się i wypuścić nas na wolność. Dwadzieścia metrów od przystanku podstawiało się coś czym miałem jechać pierwszy raz w życiu. Główny punkt programu. Najprawdziwszy Roller Coaster. Tramwaj zwany pożądaniem. Migał na nas światełkami i poganiał buczkiem. </span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Dzielącą nasz odległość przebiegłem sprintem czując na karku oddechy pozostałych. Ostatnio siedziałem, niechże sobie przypomnę, będzie z dziesięć lat. Był stary, ciasny, rozdygotany, z lekka pordzewiały. Ten zaś zwany Pesą, prezentował się jak statek kosmiczny.</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Na suficie monitory z trasą. Niebieskie ledki na drzwiami. Kolorowe foteliki i mnóstwo uchwytów, za które natychmiast chwycili ci co nie znaleźli miejsca siedzącego. I dobrze wiedzieli co robią bo Pesa ruszyła z kopyta. Co tam z kopyta, wystrzeliła jak rakieta. Z prędkością ponad 80 km/h pokonała zakręt prosty, a potem była jeszcze szybsza. </span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Siedziałem wciśnięty przyśpieszeniem 4G w fotelik. Krew odpłynęła z twarzy, obnażyły się zęby Stojący wisieli pod kątem 45 stopni trzymając się rozpaczliwie uchwytów. Z krzykiem przeleciała jakaś emerytka, której nikt nie ustąpił miejsca i rozpłaszczyła się na tylnej szybie. Dzieciaki radośnie piszczały.</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Po 10 sekundach byliśmy kilometr dalej i motorniczy zaczął manewr lądowania. Z całych sił wcisnął hamulec, a gdy to nie pomagało wystrzelił z tyłu małe spadochroniki. Zatrzymaliśmy się w 2 sekundy. Emerytka z tylnej szyby przeleciała z powrotem przez cały skład i rozpłaszczyła się na przedniej, odlepiła się od niej i kupiła bilet.</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">I tak mijaliśmy przystanki. Przyśpieszenie 10 sekund, hamowanie 2 sekundy, kolejna stacja Uniwersytet, wymiana pasażerów, przyśpieszenie 10 sekund, hamowanie 2 sekundy, kolejna stacja&#8230;. </span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Siedziałem oniemiały, trzymając się jedną ręką poręczy, zaś w drugiej dzierżąc mój bilet na Roller Coastera. Tak się zapatrzyłem, że wysiadłem jeden o przystanek za daleko. Landryna czekała już na mnie pyrkocząc wesoło silniczkiem, a obok pan doktor zacierał rączki ciesząc się z tego, ile banknotów wyszarpie z mojego portfela. </span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Boskie są autobusy a zwłaszcza tramwaje mojego miasta i gdyby nie spóźnienie na początku, byłbym mega zadowolony. Ponad 17 km pokonałem w 35 minut i to za niecałe 3,40. Przejazd autem kosztowałby by mnie około 8 złotych i zająłby prawie tyle samo czasu. Niechże więc sobie ta ropa drożeje w cholerę!</span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">A jak jeszcze takie tramwaje zaczną stawać na mojej ulicy, to gotów jestem wybaczyć temu szczerzujowi ze zdjęcia wszystkie inne grzechy, i miast pisać nań paszkwile, wynosić pod niebiosa. </span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na szczęście nie dożyje tego <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </span></span></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/11/13/autobusy-i-tramwaje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opowieść lekko nostalgiczna o bitach, bajtach oraz herzach</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/10/26/opowiesc-lekko-nostalgiczna-o-bitach-bajtach-oraz-herzach/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/10/26/opowiesc-lekko-nostalgiczna-o-bitach-bajtach-oraz-herzach/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2011 18:48:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1889</guid>
		<description><![CDATA[Na początku nie było nic i to było dobre. Nie. Prawdę powiedziawszy to jednak był, nazywał się dumnie „mózg elektronowy”. Dostałem go na początku podstawówki. Kartonowe pudełko z przykrywką. W środku duża ilość planszy z pytaniami i odpowiedziami. Z boku dwa druciki zakończone krokodylkami. Wtykało się je w pytanie, i macało odpowiedź. Jeśli była prawidłowa, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F10%2F26%2Fopowiesc-lekko-nostalgiczna-o-bitach-bajtach-oraz-herzach%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/10/0_643.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/10/0_643.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1892" title="0_643" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/10/0_643.jpg" alt="" width="643" height="482" /></a></p>
<p>Na początku nie było nic i to było dobre. Nie. Prawdę powiedziawszy to jednak był, nazywał się dumnie „mózg elektronowy”. Dostałem go na początku podstawówki. Kartonowe pudełko z przykrywką. W środku duża ilość planszy z pytaniami i odpowiedziami. Z boku dwa druciki zakończone krokodylkami. Wtykało się je w pytanie, i macało odpowiedź. Jeśli była prawidłowa, zapalała się lampka. Prądem nie kopał, bo zasilała go płaska baterią, trudno pokopać się  4,5 woltami.</p>
<p><span id="more-1889"></span>Dziesięć lat później (1984) pojawił się commodore 64. Miał niebotycznie pojemną pamięć – 64 Kilobajty! Spektrumiarze ze swoimi 48KB mogli się schować. Szybko znudziło mnie granie i zacząłem pisać własne programy. &#8211; W życiu nie stworzę tak dużego programu, żeby mi miało zabraknąć pamięci – myślałem. Ile miał herzów miało jego serduszko, nie pamiętam. Ciocia Wiki podpowiada, że 1 Mhz.</p>
<p>Po włączeniu pojawiał się niebieski ekranik z przyjaźnie migoczącym napisem ready. Wtedy niebieski ekranik nie był synonimem zła rodem Redmont. Gdy ładowało się grę albo inny program z kasety (zwykłej magnetofonowej!) to obwódka migotała w takt wczytywanych bitów.</p>
<p>Zadziwiałem wszystkich rozpoznając jaki program się wczytuje na podstawie dźwięków i tego migania. To była bardzo przydatna umiejętność bo pozwalała zaoszczędzić mnóstwo czasu na zlokalizowanie gry na taśmie.</p>
<p>Sąsiad Węgier też miał C64 a do niego wielki pustak czytnik dyskietek. Polak Węgier dwa bratanki, więc czasem mi pożyczał. I to było dobre.</p>
<p>Cztery lata później zasiadłem przez pierwszym PC-etem. XT procesor 8Mhz (wersja turbo!) dwa napędy dyskietek 5 i ¼ cala. No i pierwszy monitor, bodajże 12-calowy. Musowo bursztynowy. Samej pamięci niewyobrażalne 512 KB (słownie pięćset dwanaście kilobajtów)</p>
<p>Dysku twardego jeszcze nie miał. Na zajęciach zgrzytaliśmy więc wszyscy tymi dyskietkami. Na jednej system Dos, kompilator i sam program, na drugie dane. &#8211; Zgrzyt zgrzyt – radośnie rozchodziło się dookoła. Cześć zamiast programować grała w Simcity.</p>
<p>Pierwszy twardziel miał, i ile sobie dobrze przypominam 20 MB i kosztował kosmiczne pieniądze. Na dzisiejsze będzie pewnie 2000 złotych. Służył miesiąc i spalił się. Na szczęście był na gwarancji.</p>
<p>Potem zaczęła się obłędna licytacja. Procesory 286, 386, 486, pentium I/II/III/IV, celerony, balerony, fermony&#8230; Wstyd się przyznać, ale ja absolwent systemów mikroprocesorowych na PG przestałem się w tym rozeznawać. Pewnie więcej wie mój syn, albo Mama, która czytuje Komputer Świat.</p>
<p>Po cichu megabajty przerodziły się gigabajty, megaherze w gigaherze, bursztynowe oko rozrosło się do 24 calowego kolosa fullhade, modem 2400 bitów zamienił się w dwu Mb stałe łącze.</p>
<p>Coraz więcej godzin spędzanych przed komputerem stacjonarnym albo laptopem, którego za niedługo zastąpi tablet. W kieszeni telefony, które zaczęły niby być mądre (smart) a w rzeczywistości ich inteligencja jest na poziomie pralki. Wirtualny świat kroczek po kroczku zawłaszczający świat realny. Twittowanie, fejsowanie, skajpowanie, gadugadanie.</p>
<p>Za kilkanaście lat pójdę do szpitala na zabieg. Zrobią mi wtyczkę z tyłu głowy. Nie będę już potrzebował klawiatury, monitora, myszy. Położę się na szezlongu, wetknę wtyczkę USB 10.0 i otoczy mnie inny świat, ja będę piękny i młody.</p>
<p>Za kilkadziesiąt lat, gdy zużyją się moje wszystkie implanty, olej zacznie wyciekać ze stawów, rdzewieć mocno poobijany pancerz, wyjmą z czaszki (tytanowej?) mój mózg sterany, odcedzą z płynów, obetrą, podłączą drucikami do jakiejś strasznie szybkiej cyfrowej maszyny, i odessą całą zawartość. Mózg już niepotrzebny, niczym starą gąbkę wyrzucą do kosza.</p>
<p>Odtąd moje myśli zaczną krążyć w jakiś kwazikryształach w pięcio wymiarowej przestrzeni. Stanę się mózgiem elektronowym. Wspomnienia zapiszą się w gigantycznych bankach danych, wraz ze wspomnieniami braci i sióstr mych w Panu Zer i Jedynek</p>
<p><em>Na początku było słowo i w słowie były dwa bajty, i więcej nic nie było.</em><br />
<em>I oddzielił Bóg jedynkę od zera, i zobaczył, że to było dobre.</em><br />
<em>I Bóg powiedział: &#8222;Niech będą dane.&#8221; I stało się.</em><br />
<em>I Bóg powiedział: &#8222;Niech ułożą się dane na swoje właściwe miejsca. I stworzył dyskietki i twarde dyski, i kompaktowe dyski.</em><br />
Cd =&gt; <a href="http://kurde.pl/katalog/biblia-komp.php" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/kurde.pl/katalog/biblia-komp.php?referer=');">http://kurde.pl/katalog/biblia-komp.php</a></p>
<p>ps. Gdy piszę te słowa, mój stareńki Celeron 2.26GHz przymula nieco, bo jednocześnie przewala się zawartość mojego maciupeńkiego 300GB dysku na nowy, dzisiaj zakupiony dysk przenośny 1TB. I to on mnie skłonił do powyższych wspomnień.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/10/26/opowiesc-lekko-nostalgiczna-o-bitach-bajtach-oraz-herzach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hello world!</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/10/13/hello-world-2/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/10/13/hello-world-2/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Oct 2011 18:30:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1883</guid>
		<description><![CDATA[Hello World! #include &#60;stdio.h&#62; int main() { printf("Hello World!"); return 0; } To powyższe zapewne niewielu coś mówi. Programistom, zwłaszcza starszej daty, a do takich zaliczam się i ja, wszystko. To parę linijek napisanych w języku C. Wykonanie tego kodu, powoduje wyświetlenie/wydrukowanie na urządzeniu wyjściowym (np. monitorze) napisu Hello World. Dlaczego o tym piszę? Ano [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F10%2F13%2Fhello-world-2%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<pre>Hello World!

#include &lt;stdio.h&gt;

int main()
{
    printf("Hello World!");
    return 0;
}</pre>
<p>To powyższe zapewne niewielu coś mówi. Programistom, zwłaszcza starszej daty, a do takich zaliczam się i ja, wszystko. To parę linijek napisanych w języku C. Wykonanie tego kodu, powoduje wyświetlenie/wydrukowanie na urządzeniu wyjściowym (np. monitorze) napisu Hello World.</p>
<p><span id="more-1883"></span>Dlaczego o tym piszę? Ano przeczytałem właśnie, że zmarł Denis Ritchie – twórca języka C i współautor książki &#8211; <em><strong>The C Programming Language. </strong></em>(Język C)</p>
<p>Spałem z tą książką pod poduszką. Na pierwszym, drugim roku studiów, 1987, 1988, towarzyszyła mi wszędzie. Kiedy pisaliśmy programy na zaliczenie, często mówiliśmy – zajrzyj do ricziego. To była niesamowicie dobra książka. Dzisiaj powiedziałoby się kultowa. Niegruba, biała okładka, dwa czerwone zawijasy, niby trójwymiarowa kropka i kreska.</p>
<p>Niestety gdzieś mi ją wcięło. Przez lata stała na półce a potem może trafiła do kartonu w piwnicy, albo ktoś ją pożyczył, i nie oddał. Zupełnie jak stary koń na biegunach, zwykła zabawka. Nie była już potrzebna. Dziesiątki, a może nawet ponad setka innych książek o programowaniu, informatyce, zaległy na moim regale.</p>
<p>C zdradziłem dla Pascala, którego z kolei rzuciłem dla Perla. Jestem mu na razie wierny, i nie zanosi się abym porzucił dla jakiejś nowinki. Chyba za stary już jestem (he he) na to. Na pewnie nie dla (sorki) prostackiego pehapa.</p>
<p>Wraz z odejściem Denisa skończyła się pewna epoka. Dzisiejsi programiści inaczej piszą. Nie widzą co to znaczy zmieścić się z kodem programu na np. 32 kilobajtach. Albo rozpisywanie programu na kartce papieru i zamienianie go na ciąg liczb w systemie siódemkowym, a potem mozolne wklepywanie w bezduszną Merę, podróbę PDP-11&#8230; Długo by opowiadać ale pora powoli iść spać <img src='http://fraglesi.eu/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Na koniec nie pozostaje nic innego jak pożegnać Denisa:</p>
<pre><code>#include &lt;stdio.h&gt;</code>

<code>int main()</code>
<code>{</code>
<code> printf("goodbye, dad\n");</code>
<code> return 0;</code>
<code>}</code></pre>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/10/13/hello-world-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lato się przełamało</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/08/03/lato-sie-przelamalo/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/08/03/lato-sie-przelamalo/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Aug 2011 18:44:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1812</guid>
		<description><![CDATA[Uzmysłowiłem sobie to dzisiaj rano, chodząc po ogrodzie. Subtelna zmiana oświetlenia. Słońce świeci bardziej z boku, ukosem, cienie są dłuższe. Zauważyłem to dzisiaj bo dopiero od dwóch dni jest bezchmurne niebo. Lipiec był koszmarny. Dawno nie pamiętam tak mokrego, szarego, zimnego lipca. Słońca było jak na lekarstwo, raptem z parę dni. Zgrzytali zębami ci co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F08%2F03%2Flato-sie-przelamalo%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/08/CzasDojrzewania.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/08/CzasDojrzewania.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1813" title="Czas Dojrzewania" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/08/CzasDojrzewania.jpg" alt="" width="643" height="857" /></a></p>
<p>Uzmysłowiłem sobie to dzisiaj rano, chodząc po ogrodzie. Subtelna zmiana oświetlenia. Słońce świeci bardziej z boku, ukosem, cienie są dłuższe. Zauważyłem to dzisiaj bo dopiero od dwóch dni jest bezchmurne niebo.</p>
<p><span id="more-1812"></span>Lipiec był koszmarny. Dawno nie pamiętam tak mokrego, szarego, zimnego lipca. Słońca było jak na lekarstwo, raptem z parę dni. Zgrzytali zębami ci co wybrali urlop nad polskim szarym, zimnym morzem, bądź w górach. Marzły Mazury. Mokło Pomorze.</p>
<p>Robi się już też coraz szybciej ciemno. Jeszcze miesiąc temu o 22 było jasno, zwłaszcza tu, na północy. Teraz o tej porze króluje noc. Dzień wstaje coraz ciężej. Gdzie ten czas gdy o trzeciej rano było już jasno?</p>
<p>W sklepie w którym robię hurtowe zakupy rozkrzyczały się reklamy: Witaj szkoło! Zeszyty, książki, piórniki, farbki, kredki, długopisy mkną już z magazynów do sklepów.</p>
<p>Tak jest co roku, a mimo to nie mogę się do tego przyzwyczaić. Idzie pewna pora roku, której imienia (na razie) nie powinno się wymawiać. Idzie nieuchronnie i nie ma to rady.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/08/03/lato-sie-przelamalo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Urlopu pragnę jak kania dżdżu</title>
		<link>http://fraglesi.eu/2011/07/09/urlopu-pragne-jak-kania-dzdzu/</link>
		<comments>http://fraglesi.eu/2011/07/09/urlopu-pragne-jak-kania-dzdzu/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 09 Jul 2011 09:41:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>fraglesi</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia przy kawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://fraglesi.eu/?p=1781</guid>
		<description><![CDATA[Wszystko mnie wku.. hmm ..rza. Otaczają mnie wściekłe osy, krwiożercze moskity, żmije. Jestem niesamowicie spokojnym człowiekiem, ale to przeszłość. Rosną mi szpony, chce szarpać, kąsać, chcę krwi! W firmowej komórce mam ustawiony dzwonek z tekstem z Bruneta wieczorową porą: „Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem!”. Gdy dzwoni z odrazą biorą ją [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="fblike_button" style="margin: 10px 0;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Ffraglesi.eu%2F2011%2F07%2F09%2Furlopu-pragne-jak-kania-dzdzu%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px; height:25px"></iframe></div>
<p><a href="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/07/0.jpg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/07/0.jpg?referer=');"><img class="aligncenter size-full wp-image-1782" title="0" src="http://fraglesi.eu/wp-content/uploads/2011/07/0.jpg" alt="" width="643" height="465" /></a></p>
<p>Wszystko mnie wku.. hmm ..rza. Otaczają mnie wściekłe osy, krwiożercze moskity, żmije. Jestem niesamowicie spokojnym człowiekiem, ale to przeszłość. Rosną mi szpony, chce szarpać, kąsać, chcę krwi!</p>
<p><span id="more-1781"></span>W firmowej komórce mam ustawiony dzwonek z tekstem z Bruneta wieczorową porą: „Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem!”. Gdy dzwoni z odrazą biorą ją w dwa palce. Klientom odburkuje niczym ekspedientka z mięsnego w PRL-u. Katastrofa wisi na włosku.</p>
<p>Wczoraj, wchodząc do mojej podziemnej celi potknąłem się o metrową wydmę z kurzu. Odruchowo chwyciłem półki, posypała się lawina śmieci. Z trudem wygrzebałem się spod hałdy przydasiek. Szyję oplotły kable USB, u nóg zawisły zasilacze od gadżetów, które już dawno odeszły do krainy wiecznych gadżetów. Odgarnąłem z twarzy milion karteluszków z niesamowicie ważnymi informacjami.</p>
<p>Resztką sił wyczołgałem się i zapadłem w objęcia starego fotela. Poszatkowane kratą słońce wpadało przez piwniczne okienko, a drobiny kurzu wirowały i wirowały i wirowały. Mruczał towarzysz mojej niedoli, stary pecet po synu. Poczułem się jak chomik w norze, jak kret, jak dżdżownica, jak &#8230; Zaszlochałem.</p>
<p>- Chłopaki nie płaczą – podniosłem się z upadku. Z szaleństwem w oczach, uzbrojony w kilof i łopatę rzuciłem na powstałem w moim domowym biurze wysypisko. 120 litrowy worek na śmieci napęczniał, z trudem zatargałem go do śmietnika.</p>
<p>Zaatakowałem oplecione pajęczynami i pokryte stuletnim kurzem kartony z płytami CD i szpulami magnetofonowymi. Chwyciłem dwa naraz, i&#8230; zawartość jednego z nich pomknęła po paraboli, z przyśpieszeniem 1g w stronę matki ziemi. Nieszczęśliwie na drodze ciężkich szpul, w twardych jak stal pudełkach, stał rozdziawiony netbook. Po 2 milisekundach całe towarzystwo dosięgło bruku.</p>
<p>- K###A! K###A! K###A! &#8211; zakląłem szpetnie podnosząc netboka.<br />
- Za co? Za co? Cózem ci ucynił? &#8211; wyseplenił cichutko wyszczerbioną klawiaturą.<br />
- D#PA! D#PA! D#PA! K###A! K###A! GÓ##O! SH#T! &#8211; wzbogaciłem potok przekleństw.</p>
<p>Ekran porysowany, obudowa porysowana, parę klawiszy wybitych. Szaleństwo uchodziło ze mnie. Oklapłem. Zapadłem jak czarna dziura. &#8211; Urlopu! Urlopu! Urlopu! &#8211; wyrzęziłem. Wybiegłem na spacerniak, twarz do słońca wystawiłem, w nozdrza wpadł lipcową nutą pachnący wiatr.</p>
<p>- Urlopu! &#8211; wykrzyknąłem w niebo.<br />
- Jeszcze tydzień synu! &#8211; odkrzyknęły niebiosa.</p>
<p>ps. Na zdjęciu netbookowe zęby, sam netbook, zamknął się w sobie, i nie zgodził się na zrobienie mu zdjęcia w stanie jakim jest.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://fraglesi.eu/2011/07/09/urlopu-pragne-jak-kania-dzdzu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

